Beauty and the Beast: Grand Romance Doll Set by Hasbro (2017)

Dzisiejszy wpis miał dotyczyć czegoś zupełnie innego. Ponieważ jednak w ostatnich dniach, podczas przeszukiwania twardego dysku dokopałem się do zdjęć przygotowanych dobrych kilka miesięcy temu, postanowiłem pozostać jeszcze na chwilę w klimacie disneyowskich remake’ów i przedstawić Wam wspaniały zestaw lalek, który od jakiegoś czasu znajduje się w mojej kolekcji.

A więc witajcie ponownie w świecie Disneya! 🙂

W ciągu ostatnich lat, kiedy to ludzie powoli zaczęli oglądać się wstecz, wielkie koncerny i pracujący dla nich projektanci postanowili wykorzystać szerzący się trend, by zarobić nieco na naszej nostalgii do beztroskich czasów dzieciństwa i wczesnej młodości. Tak też na światowe wybiegi powróciła moda inspirowana latami 90., Mattel stworzył reprodukcję wydanej w 1991 roku Barbie ‚Totally Hair’, zaś branżą filmową zawładnęła chęć odświeżania dobrze znanych historii. Wytwórnia Walta Disneya wiedzie wręcz w tym prym! Po aktorskiej wersji „Kopciuszka”, wygenerowanej w większości komputerowo „Księdze Dżungli” czy nieznanej dotąd historii Maleficent, przyszła pora na kolejny klasyk – „Piękną i Bestię”.

Film w reżyserii Billa Condona (odpowiedzialnego chociażby za „Dreamgirls” czy dwie ostatnie części filmowej sagi „Zmierzch”) swoją światową premierę miał pod koniec lutego 2017 roku. I z miejsca stał się komercyjnym przebojem! Ponieważ aktorska wersja „Pięknej i Bestii” pozostała wierna oryginalnej animacji, dopowiadając tylko to, o czym zapomniano w 1991 roku, miłosna historia tytułowych bohaterów po raz kolejny poruszyła serca widzów.

Poruszyła także uśpioną czujność producentów zabawek. Niestety, nie wszystkich…

Jakimś cudem, firma Mattel, korzystająca dotąd z każdej nadarzającej okazji, by przenieść w świat disneyowskiej fantazji swój flagowy produkt – lalkę Barbie, tym razem odpuściła (a może przegrała walkę?) na korzyść swojej największej konkurencji – Hasbro.

I choć nie jest to błąd na miarę odrzucenia pod koniec lat 70. propozycji stworzenia linii zabawek wzorowanych na „Gwiezdnych wojnach” (ostatecznie wyprodukowanych przez niewielką firmę Kenner, wchłoniętą później właśnie przez Hasbro), to kilka dodatkowo sprzedanych lalek chyba by się przydało. Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu dosyć głośno mówi się o spadku sprzedaży Barbie…

Jestem ciekaw, czy tego żałują?

Bo ja trochę tak…

Głównie dlatego, że moje lalkowe uniwersum ogranicza się praktycznie do produktów firmy Mattel. Wyjątki mogę zliczyć na palcach jednej dłoni. Jestem tak przywiązany do marki, że nawet podczas wizyt w sklepach z zabawkami niechętnie spoglądam w kierunku lalek opatrzonych logiem innych firm…

Tym razem postanowiłem jednak schować kolekcjonerską dumę do kieszeni i dać Mattelowi pstryczka w nos! A co!

Amerykańska firma Hasbro, założona w 1923 roku przez trzech braci polskiego pochodzenia, od ponad siedemdziesięciu lat zajmuje się produkcją zabawek (dopiero od roku 1942 stało się to priorytetem koncernu). I choć w historii istnienia firmy niejednokrotnie podejmowano temat stworzenia fashion doll (np. Jem, Sindy czy Maxie), będącej godną konkurencją dla lalki Barbie, to właśnie Mattel notorycznie wygrywał starcie w walce o serce małych wielbicielek i pieniądze ich rodziców.

Kilka (a może nawet „naście”?) lat temu firma postanowiła zaprzestać starań w walce o tytuł najlepszej 11,5” fashion doll i w tej kategorii wielkościowej skupiła się wyłącznie na produkcji disneyowskich księżniczek. Nie dziwi więc fakt, że także i licencję na nową „Piękną i Bestię” Hasbro powstanowiło wykorzystać do granic możliwości…

Dzięki temu otrzymaliśmy aż sześć (!) lalek wzorowanych na filmowej Belli oraz dwa zminiaturyzowane wcielenia Bestii, a w zasadzie jedną Bestię i jednego księcia Adama.

Ponieważ lalki trafiły na rynek w tym samym czasie (2017), przygotowując dzisiejszą prezentację zastosowałem kolejność chronologiczną, adekwatną do tego, co dzieje się na ekranie.

Pierwsza w serii – ‚Village Dress Belle’ (poniżej, po lewej stronie) to lalka w reinterpretacji kostiumu, w którym to główna bohaterka po raz pierwszy pojawia się na ekranie. Choć jej strój jest jedynie jednoczęściową fantazją na temat filmowego kostiumu, w którym to bohaterka przemierza bajkowe Villeneuve, wykonując przy okazji pierwszy duży musicalowy numer o jakże znamiennym tytule – „Bella”, całość dosyć zgrabnie oddaje charakter postaci umiejscowionej w danej scenie. Podobnie ma się sprawa w przypadku drugiej lalki – ‚Fashion Collection Belle’ (w momencie premiery dostępna wyłącznie w sieci sklepów Target), którą odziano w kostium wzorowany na scenach stanowiących tło do piosenki „Coś” (ang. „Something There”), mających miejsce już w zamku Bestii. Jako bonus dorzucono strój pierwszej lalki w niezmienionej formie. Obie lalki, jako produkty budżetowe i, jak podejrzewam – w założeniu mające trafić w ręce młodszych wielbicieli filmowej produkcji, otrzymały „sztywne” ciała z podstawowymi punktami artykulacji.

Z racji tego, że aktorski remake dość wiernie odwzorowuje animację z 1991 roku, także i zakres filmowych kostiumów jest mocno ograniczony. Dlatego też połowa wypuszczonych pod logiem Hasbro lalek Belli trafiła na sklepowe półki odziana w wariacje na temat kultowej żółtej sukni, w której to główna bohaterka trafia na zainicjowany pod wpływem chwili i zorganizowany naprędce dwuosobowy bal. Tak oto otrzymaliśmy ‚Enchanted Ball Gown’ – wersję z artykułowanymi w łokciach i w nadgarstkach rękami, stworzoną najprawdopodobniej z myślą o dorosłych kolekcjonerach (poniżej, po lewej stronie) oraz wersję śpiewającą – ‚Enchanting Melodies’, niestety – kolejną z prostymi rękami. Coś za coś!

Co ciekawe – lalka śpiewająca ma zaprogramowaną okrojoną wersję wspomnianej już wcześniej piosenki „Something There”, pochodzącej z oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Dziwić może ten wybór, zwłaszcza, że w scenie balu, z której pochodzi wykorzystany kostium, pojawia się nagrodzona Oscarem kompozycja „Beauty and the Beast”. Jednakże zważywszy na fakt, że w filmie utwór ten jest wykonywany przez Panią Imbryk, której w wersji anglojęzycznej głosu użycza Emma Thompson, wybór piosenki śpiewanej przez Emmę Watson jest uzasadniony. Dopełnia to iluzję lalki wzorowanej na filmowej Belli, śpiewającej jej filmowym głosem.

I jeszcze mała dygresja na temat samej sukni. Pomimo iż lalkowej garderobie za wzór posłużył jeden kostium, firma postanowiła zatroszczyć się o nadgorliwego klienta (tak, mowa o nas, Kolekcjonerzy!) i zamiast tworzyć trzy technicznie różniące się od siebie lalki, ubrane w tę samą sukienkę, stworzono technicznie różniące się od siebie dwie lalki ubrane w trzy różne wariacje tego samego projektu. I tak oto wersja z artykułowanymi rękami otrzymała suknię o spódnicy uszytej z imitacji żorżety, której najbliżej do filmowego oryginału, zaś wersja śpiewająca – w suknię, którą zamiast nadrukowanych imitacji haftów, zdobią kilogramy złotego brokatu. Śpiewający mechanizm, proste ręce i brokat utwierdzają mnie w przekonaniu, że ta wersja również powstała z myślą o najmłodszych.

W tym miejscu chciałbym także wspomnieć o opakowaniach, w jakich podarowano nam lalki. Sam koncept jest dość prosty i przywodzi na myśl od razu dzisiejszy playline konkurencyjnej firmy Mattel – tylną część pudełka stanowi tektura z krótkim opisem i filmowym kadrem postaci w danym kostiumie (umieszczona na odwrocie) oraz grafiką przedstawiającą filmowe wnętrze/lokalizację (wewnątrz), będącą tłem dla samej lalki. Przód natomiast to plastikowa zaokrąglona wytłoczka z nadrukowaną grafiką i naklejką (!) z tytułem filmu, swoim kształtem nawiązująca do klosza, pod którym Bestia ukryła zaczarowaną różę. O ile pudełka doskonale sprawdzają się, jako ekspozytory, niestety są fatalnym rozwiązaniem dla kolekcjonerów, którzy chcieliby lalkę wyjąć, dotknąć, zbadać i schować z powrotem. W przypadku zgrzewanych pudełek jest to niemożliwe! Wielka szkoda…

Pomimo iż Hasbro nie ma dużego doświadczenia w tworzeniu lalek typowo kolekcjonerskich, tym razem firma postanowiła zadbać o dorosłych odbiorców swoich produktów. Z tej też okazji na rynek trafiły dwa gift/doll sety‚Grand Romance’ (poniżej, po lewej stronie) wzorowany na eksploatowanej dość mocno w tej serii scenie balu oraz ‚Royal Celebration’, także inspirowany balem, ale tym z końcowych scen filmu, zamykających całą opowieść. Dwa monstrualne pudełka (na szczęście – tym razem już standardowe, otwierane), kryjące w sobie dwie odsłony bohaterów całego zamieszania – Piękną i Bestię.

Choć nie jestem wielkim fanem Kena, w przypadku obu tych zestawów całą moją uwagę kradną lalki-mężczyźni! A w zasadzie… tylko Bestia!

O ‚Grand Romance’ powiem więcej za chwilę…

‚Royal Celebration’, będący lalkową ilustracją filmowego happy endu, przedstawia Bellę w nowym, nieznanym nigdy wcześniej (bo niepochodzącym z animacji) stroju oraz księcia Adama już w człowieczej formie, niedługo po zdjęciu klątwy. Mimo iż Hasbro niespecjalnie chyba starało się tworzyć headmoldy wzorowane na rysach aktorów, w tym zestawieniu to właśnie książę zgarnia nagrodę za podobieństwo do pierwowzoru – czyli aktora Dana Stevensa. I choć irytować mogą odlane z białego plastiku nogi, imitujące pończochy czy moldowana (czyli odlana razem z całą główką) fryzura stylizowana na  modę męską XVII wieku, całość sprawia, że na pewno za jakiś czas osobny wpis poświęcę także i tej parze!

Oprócz 11,5” lalek, na licencji „Pięknej i Bestii” pod logiem Hasbro na rynek trafiły także duże dziecięce wersje lalki-Belli oraz dwa zestawy figurek (poniżej). Postanowiłem je Wam przedstawić z racji tego, iż ten pierwszy (także ciężko dostępny), zawierający miniatury zaczarowanych w sprzęty domowe postaci służby jest odwzorowany w skali odpowiadającej właśnie lalkom typu Barbie! Szkoda, że nie dołączono tych miniatur do żadnej z lalek… Drugi zestaw to zwykłe, nieruchome figurki Bestii (około 8 cm) oraz Belli a także miniatura stolika i zaczarowanej róży, ukrytej pod kloszem. Ot, taki tam fajny gadżet. Dla zainteresowanych – dostępny na polskim rynku bez większego problemu.

Temat aktorskiej wersji ukochanej przez miliony kultowej animacji podjęło także Disney Store. W 2017 roku na sklepowe półki trafiły cztery lalki z serii ‚Beauty and the Beast: Film Collection’gift set ‚Belle & Gaston’ oraz sprzedawane osobno ‚Belle’ i ‚Beast’. W przeciwieństwie do Hasbro, Disney Store, jako wiodący na rynku producent lalek kolekcjonerskich tworzonych na licencji Disneya, potraktowało sprawę poważnie. Stworzono nowe headmoldy, osadzono je na artykułowanych ciałach, a stroje, w które odziano lalki są niemalże miniaturami filmowych kostiumów. Nie obyło się jednak bez kilku potknięć…

Choć ewidentnie twarz lalkowej Belli była wzorowana na rysach Emmy Watson, efekt finalny kojarzy się raczej z nieco zapomnianym już idolem nastolatek – Justinem Bieberem. Zastosowano tu także rozwiązanie techniczne, które budzi (przynajmniej moją) niechęć – głowa lalki to w rzeczywistości dwa elementy! Jeden z nich stanowi forma główki z rootowanymi włosami, drugi – wykonana z twardego plastiku maska z rysami aktorki! Choć umiejętnie ułożone włosy zgrabnie maskują linię łączenia twarzy z resztą czerepu, błyszczący plastik i zbyt wysokie czoło dają niestety niepokojący efekt. O koślawych nogach, prostowanych na przysłowiowej beczce wspominać nie będę, bo z tego powodu cierpią wszystkie lalki-kobiety wydane pod logiem Disney Store…

W przypadku Bestii także postawiono na dość nietypowe rozwiązanie. Jego ciało to istna lalkowa hybryda! Ręce i nogi, moldowane na wzór owłosionego potwora, osadzone są na podstawowym męskim korpusie, odlanym z brązowego plastiku. Groteskowy efekt dopełnia nienaturalnie wydłużona szyja, na której znajduje się głowa lalki. Iluzję potężnego ciała basiora tworzy tu więc tylko wypchany watoliną kostium. Bestia od Disney Store jest zatem lalką nieprzebieralną!

W całej serii cieszy natomiast obecność antagonisty – Gastona. Lalka jest podobna do ekranowego pierwowzoru, granego przez Luka Evansa, nie ma wypchanego kostiumu i, choć głowę także stanowią dwie części, z racji moldowanych włosów – nie razi to aż tak, jak w przypadku Belli.

Wielkie brawa dla Disney Store należą się za to za stroje! Widać, że w tym przypadku firma postawiła na jakość, zwłaszcza w przypadku Belli! Wiejskie wcielenie to niemalże zminiaturyzowana wersja filmowego kostiumu, w balowej sukni zgadza się ilość falban na spódnicy, a żakiet Bestii, pomimo zaszytego w kostiumie „ciała”, da się zdjąć! Brawo!

Po rozległym wprowadzeniu, pora przyjrzeć się bohaterom dzisiejszego wpisu…

Jak już wspomniałem, pudełko gift setu ‚Grand Romance’ imponuje rozmiarami. Jest ono także znacznie większe, niż w przypadku drugiego zestawu – ‚Royal Celebration’, jednakże jest to podyktowane wyłącznie różnicą w rozmiarach Bestii i księcia Adama. Całość zaprojektowano tak, by umieszczone wewnątrz lalki tworzyły iluzję bohaterów zatrzymanych w kadrze podczas sceny we wspaniałym wnętrzu sali balowej.

Róg pudełka zdobi oczywiście filmowa grafika pochodząca ze wspomnianej sceny. Tak, na wszelki wypadek, gdyby nadal ktoś nie wiedział, co było inspiracją do stworzenia tych konkretnych lalek…

Z tyłu – krótki opis i kolejny kadr filmowy.

Co ciekawe, spód pudełka skrywa instrukcję montażu ogona Bestii. To ekologiczne rozwiązanie bardzo mi odpowiada!

W przypadku tak dużego pudełka, fotografowanie lalek przez szybkę jest bardzo uciążliwe. Dlatego cieszę się, że w obu gift setach zastosowano standardowe opakowania z wysuwaną wewnętrzną tekturą. Po wyjęciu – pierwsze zaskoczenie! Lalki przytwierdzone są do tła tak, że ich stopy nie mają kontaktu z podłożem. Choć rozumiem, że dzięki temu zabiegowi lalki lepiej prezentują się „za szybką”, Bella unosi się nad tekturową podłogą na tyle wysoko, że znacznie zaburza to odbiór różnicy w wysokości lalek. Choć w ostatecznym rozrachunku dobrze, że Hasbro zadbało o ten szczegół. W końcu w filmie także Bestia jest o wiele wyższa!

Bella, wchodząca w skład zestawu ‚Grand Romance’ to technicznie ta sama lalka, co ‚Enchanted Ball Gown’ (czyli „kolekcjonerska wersja”), sprzedawana oddzielnie. Jedyną różnicą jest suknia lalki! Choć oba stroje zostały stworzone w oparciu o ten sam wykrój, w przeciwieństwie do swojego samotnego wcielenia, kostium sparowanej Belli wykonano z gorszej jakości materiałów. Uboga w ilość marszczeń spódnica i obsypany brokatem gorset zostały odszyte z dość sztywnej imitacji satyny, zaś dwie falbany (oryginalnie trzy; co za oszczędność!) z półprzezroczystej poliestrowej organzy. Na szczęście zachowano nadrukowane hafty!

Przyznajcie – zamieszanie z balową suknią może przyprawiać o zawrót głowy! Czy nie lepiej było zaoszczędzić na produkcji ‚Enchanted Ball Gown’, a w jej stosunkowo dobrze wykonany kostium ubrać lalkę z tego gift setu? Wówczas wersja „śpiewająca” byłaby typową zabawką dla dzieci, a ‚Grand Romance’ produktem kolekcjonerskim.

Najwidoczniej koszty produkcji Bestii trzeba było jakoś wyważyć. Padło więc na garderobę Belli…

Choć headmold, jakim została obdarzona Bella jest luźno inspirowany realnymi rysami Emmy Watson, prosta graficyzacja i dobrze dobrany kolor włosów tworzą mimo wszystko zgrabną całość.

Pomimo odartego z oryginalnych szczegółów projektu stroju, Hasbro zadbało o podstawowe detale balowej stylizacji. Bella otrzymała więc pojawiający się w filmie złoty naszyjnik. Odlany co prawda w jednym kawału, ale jest! Nie będę jednak ukrywać, że wisiorek na złotym sznureczku, imitującym łańcuszek, który pojawia się w wersji Disney Store, podoba mi się bardziej…

Zgrabnie splecione włosy Belli zdobi natomiast złota tiara. I na tym kończą się biżuteryjne akcenty, inspirowane filmem.

Podobnie, jak ‚Enchanted Ball Gown’ i ta Bella otrzymała artykułowane ręce. W jej przypadku jest to jednak uzasadnione – po wyjęciu lalek z pudełka, ruchome stawy umożliwiają upozowanie lalek w tanecznej pozie, znanej chociażby ze zdjęć promocyjnych.

Oprócz rąk, wspólnym mianownikiem obu lalek jest… tekturowa róża. Miły akcent, ale… serio, Hasbro? Stworzyliście miniaturowe zaczarowane sprzęty domowe, a nie byliście w stanie odlać z plastiku róży?

Utrzymywana w kształcie idealnego dzwonka za pomocą profilowanej tektury spódnica skrywa jeszcze jeden sekret. Buty! I to jakie? Inspirowane stylem Ludwika Podejrzanego trzewiki, które są trzykrotnie większe od klasycznych szpilek lalki Barbie! I, mimo iż karykaturalny rozmiar balowego pantofelka podyktowany jest różnicą w wielkości stóp plastikowych rywalek, widok takiego buciora przywodzi mi na myśl mattelowską serię ‚My Scene’.

Podsumowując – pomimo wielu mankamentów, lalkę Bellę uważam za udaną. Zmniejszyłbym buty, zmieniłbym suknię, a w dłoń wetknął plastikową różę. Ale i w fabrycznej formie się sprawdza. Lecz tylko, jako część zestawu!

Tyle o niej…

Czas przyjrzeć się Bestii!

W przeciwieństwie do animowanej „Pięknej i Bestii”, filmowa wersja oczarowała mnie właśnie postacią księcia zaklętego w potwora. Zgrabne nakreślenie jego motywacji, wynikających z trudnego dzieciństwa, rozbudowane ukazanie wewnętrznej przemiany, jaka miała miejsce pod wpływem obcowania z Bellą i, oczywiście – dodanie do ścieżki dźwiękowej piosenki „Aż po zmierzch’ (ang. „Evermore”), która ostatecznie w latach 90. nie weszła do animacji, sprawiły, ze Bestia zawładnęła mym sercem. Tym samym sprawiła, że zestaw ‚Grand Romance’ trafił do mojej kolekcji…

Podobnie, jak wybranka jego serca, także Bestia nie została stworzona jeden do jednego w oparciu o filmowy pierwowzór. To raczej reinterpretacja Bestii, plastikowe wyobrażenie na jego temat. Na szczęście – udane!

Twarz, pomimo moldowań imitujących owłosienie (bardziej adekwatne słowo „sierść” jakoś mi nie pasuje w kontekście Bestii), ma w sobie jakiś ludzki pierwiastek. Może to nadrukowane oczy, może ładnie wyprofilowane usta? Ciężko powiedzieć…

Ponieważ Bestię łatwiej zaklasyfikować do świata tzw. action figures, aniżeli świata lalek Barbie, w tym przypadku nie dziwi mnie zastosowanie dwuczęściowej głowy (osobna twarzoczaszka i osobna czupryna z rogami). Domyślam się, że produkcyjnie było to korzystniejsze rozwiązanie. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę kwestię nakładania farby, czy pokrywanie poszczególnych elementów flockiem.

Pomimo wciąż niesłabnącego uczucia, jakim darzę tę lalkę, za każdym razem muszę przymykać oko na ślady kleju, które pozostały na czole czy na linii brody, gdzie winyl przechodzi we flock. Czy w czasach masowych produkcji lalki kolekcjonerskie są z góry skazane na takie niedociągnięcia?

Strój Bestii, wzorowany na filmowym kostiumie, choć uszyty z tanich materiałów, dzięki detalom w postaci koronkowych rękawów i żabotu, czy nadrukowanym złotym haftom jest całkiem przyjemny dla oka. W przeciwieństwie do wersji wyprodukowanej dla Disney Store, gdzie skrywający białą koszulę zszytą z kamizelką żakiet stanowi osobny element garderoby, Hasbro wybrało prostsze i tańsze rozwiązanie – wszystko zszyto w całość! Usprawiedliwieniem dla oszczędności może być fakt, że w tym przypadku kostium nie jest jednocześnie ciałem lalki! Ta Bestia otrzymała prawdziwe, potężne ciało basiora! Dodatkowe warstwy materiału mogłyby więc zaburzyć wizualny odbiór jego kształtów.

Jak wspomniałem, Bestia otrzymała realistyczne ciało potwora, będącego w rzeczywistości połączeniem sześciu zwierząt – lwa, bizona, dzika, goryla, wilka i niedźwiedzia. Inspirowany XVII-wieczną modą strój skrywa zatem pokryte flockiem kończyny, połączone z „nagim”, plastikowym torsem, wzbogaconym o „włochate” moldowania. Minusem tego ciała jest podstawowa artykulacja (nogi i ręce poruszają się tylko w przód i w tył), wzbogacona wyłącznie o ruchome nadgarstki.

Tuż za Bestią, do wewnętrznej tektury przymocowany jest jego ogon. Ponieważ zamontowany uniemożliwiłby ekspozycję lalki w pudełku, Hasbro, podobnie, jak Disney Store postanowiło zrobić z niego odrębny element. Z tą różnicą, że w tym przypadku po montażu ogon stanowi integralną część lalki, zaś u Bestii od Disneya – jest on na stałe przyszyty (!) do spodni. Genialne rozwiązanie!

Mimo kilku niedociągnięć projektowych i produkcyjnych, to właśnie Bestia jest moim faworytem w zestawie ‚Grand Romance’. Gdyby była sprzedawana oddzielnie, nie wiem, czy Bella znalazłaby się w mojej kolekcji… Choć przyznaję – razem bardzo dobrze prezentują się na półce! 🙂

A Wy co sądzicie o gift secie ‚Grand Romance’?

To chyba najlepszy moment, by odświeżyć sobie „Piękną i Bestię”!

Do zobaczenia następnym razem! 🙂

The Great Villains Collection: Power in Pinstripes Cruella de Vil Barbie (1996)

Publikując ostatni wpis nie sądziłem, że powrót zajmie mi aż tyle. Życie jednak potrafi być nieprzewidywalne. I, choć lalki nadal są ważną częścią mojego życia, przez ostatnie półtora roku nie były priorytetem.

Mimo to wróciłem! Na jak długo? Tego nie wiem…

Ale dziękuję wszystkim tym, który zaglądają tu regularnie i kontrolują, czy aby przypadkiem nie pojawiło się nic nowego. Dziękuję za Wasze wiadomości i miłe słowa! To one były głównym motywatorem do powrotu! 🙂

A więc…

Witajcie po dłuuugiej przerwie! 🙂

W połowie lat 90., wytwórnia Walta Disneya postanowiła przywrócić do życia klasyczną animację z roku 1961 – „101 Dalmatyńczyków”, tym razem w wersji aktorskiej. Rolę demonicznej Cruelli de Vil (pol. de Mon) powierzono Glenn Close i, przyznam, że nie można było trafić lepiej!

Sukces filmu najwyraźniej zainspirował projektantów firmy Mattel do stworzenia nowej linii lalek kolekcjonerskich, bazujących na licencji Disneya. Tym razem, zamiast kolejnej serii eksploatowanych dość mocno w owym czasie księżniczek, podjęto temat niezwykle istotnych dla każdej bajkowej historii czarnych charakterów. Tak oto, w 1996 roku, powstała seria The Great Villains Collection!

W ciągu dwóch lat wydano pięć lalek w serii:

– Cruella De Vil: Power in Pinstripes from „101 Dalmatians” (1996)

– Cruella De Vil: Ruthless in Red from „101 Dalmatians” (1997)

– Sea Witch Ursula from „The Little Mermaid” (1997)

– 40th Anniversary Maleficent from „Sleeping beauty” (1998)

– Evil Queen from „Snow White” (1998)

Poniżej oficjalne zdjęcia promocyjne dwóch wersji Cruelli de Vil – (po lewej stronie) Power in Pinstripes (dosłownie „moc w prążkach”) czyli lalka w zminiaturyzowanym kostiumie, w którym to demoniczna właścicielka domu mody De Vil pojawia się po raz pierwszy na ekranie oraz Ruthless in Red („bezwzględność w czerwieni”) – ostatni filmowy kostium panny De Mon, jeszcze zanim wylądował w chlewiku.

Choć w animacji Cruella występuje wyłącznie w charakterystycznej czerwonej sukni i białym futrze z lisa, w przypadku wersji aktorskiej, do stworzenia bogatej garderoby wielbicielki futer, zaangażowano zdobywcę Oscara – Anthony’ego Powella. Jego kreacje, inspirowane projektami Thierry’ego Muglera z przełomu lat 80. i 90., idealnie odzwierciedlają demoniczny charakter chciwej i władczej szefowej House of De Vil.

Poniżej zdjęcia gotowej kreacji (pochodzące najprawdopodobniej z sesji kostiumowej), w której Cruella po raz pierwszy pojawia się na ekranie. W roli modeliki, oczywiście – Glenn Close.

Barbie Cruella de Vil była moim marzeniem od dawna! Kiedy tylko trafiłem na nią na rodzimym portalu aukcyjnym, nie zastanawiałem się ani minuty! I przyznaję, że już dawno rozpakowywanie jakiejkolwiek lalki nie sprawiło mi tyle przyjemności!

Pudełko o przekroju trapezu, wykonane z lustrzanej tektury w kolorze grafitu, jest ogromne! Oprócz okienka, przez które można podziwiać lalkę, przód zdobi logo filmowej produkcji, pełna nazwa modelu – Power in Pinstripes, nazwa linii – (The) Great Villains Collection, a także informacja o kolejności, w jakiej lalki trafiły na rynek.

Mówi się, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Oby dalej było równie wspaniale!

Na odwrocie pudełka znajdują się trzy fotografie kostiumu oraz krótki opis samej postaci, zamknięte na czerwonym tle, nawiązującym swoim kształtem do wnętrza filmowego House of De Vil. Całość umieszczono na czarnym tle z motywem tygrysiego futra.

Tworząc linię The Great Villains Collection, projektanci firmy Mattel odświeżyli koncept, wykorzystany kilka lat wcześniej w przypadku serii The Hollywood Legends Collection (1994-1997). Tym razem, zamiast pudełka-książki z ukrytymi wewnątrz fotosami i opisami filmowego pierwowzoru, po otwarciu pudełka otrzymujemy elegancki, trójwymiarowy ekspozytor, w którym można prezentować lalkę, bez uprzedniego ingerowania w jej stan fabryczny.

Trójwymiarowe elementy przewijają się w pudełkach w całej linii The Great Villains Collection. W przypadku tej lalki, otrzymujemy imitację metalowej rzeźby zatrzymanych w biegu chartów, zdobiących wejście do pracowni panny De Vil. Wnętrze pudełka modelu Ruthless in Red (1997) po otwarciu ukazuje charakterystyczny dla postaci samochód.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym pozostawił Cruellę w stanie NRFB. Zbyt długo o niej marzyłem i zbyt długo odkładałem jej zakup, by odmówić sobie teraz przyjemności wyjęcia jej z pudełka!

Zwróćmy więc uwagę na detale…

Na początek – garsonka! Dwuczęściowa, asymetryczna, z ostrymi ramionami i dużymi ozdobami. Bardzo w stylu lat 80.! Bardzo w stylu Muglera!

Jedynym minusem jest brokat, zarówno ten opalizujący, zdobiący wykładaną klapę żakietu, jak i ten tworzący pionowe pasy na całym kostiumie. Sypie się kilogramami i, niestety – klei do wszystkiego!

Ozdoby z rogów nosorożca oprawione w srebro. Zakazane. I przez to bardzo drogie. Bardzo w stylu Cruelli de Vil!

Ważnym elementem stylizacji jest długa futrzana etola, przerzucona przez jedno ramię.

Zachwycającym akcentem, niemalże wisienką na torcie, niespotykaną w lalkowym świecie, jest papieros umieszczony w charakterystycznej dla postaci czerwonej cygaretce. Coś wspaniałego!

Lewe ramię zdobi dopasowana do etoli mufka z długimi frędzlami.

Tu także skrywa się kolejny element stylizacji – kocie okulary w stylu lat 50. (kształt ten lansowano w latach 80.!) w czerwonych oprawkach, współgrających z kolorem cygaretki oraz szminki!

(Dla ciekawskich: Tak, dokładnie! To ten sam kształt i odlew okularów, wykorzystywany w latach 90. u wszelkiego rodzaju reprodukcji lalek vintage…)

Górną część stylizacji wieńczy fantastyczny asymetryczny kapelusz z woalką i brokatową główką/koroną.

Natomiast dół zamykają prawdziwe nylonowe rajstopy oraz wiązane na kostce czarne szpilki.

Facemold, oznaczony na karku © DISNEY, wzorowany na rzeczywistych rysach aktorki Glenn Close, powstał na potrzeby serii i nie został do tej pory wykorzystany nigdy więcej. Wielka szkoda! Gdyby tak Mattel stworzył zminiaturyzowaną wersję markizy de Merteuil z „Niebezpiecznych związków”…

Wyjęcie Cruelli z pudełka okazało się o wiele trudniejsze, niż przewidywałem! Sama lalka jest przytwierdzona do wyjmowanego panelu, a nie, jak w większości przypadków – bezpośrednio do wewnętrznej tektury. Dzięki temu zabiegowi ekspozycja w pudełku nabiera dodatkowego wymiaru i dramatyzmu.

Dodatkowo, ruchomy tekturowy panel skrywa także nieodłączny w przypadku lalek kolekcjonerskich stojak!

Muszę przyznać, że w latach 90. firma Mattel miała gest! Zamiast standardowego stojaka o okrągłej podstawie (spopularyzowanego przy okazji serii Happy Holidays czy The Dolls of the World), otrzymujemy imitujący marmur plastik, nawiązujący do wnętrz filmowej pracowni. Oprócz tego, w pudełku znalazła się nieodłączna szczotka i certyfikat autentyczności, zawierający wspaniałą grafikę projektu Barbie Power in Pinstripes.

Po długich zmaganiach z drucikami i nitkami, utrzymującymi lalkę oraz kostium w idealnej pozycji, Cruella zaznała po latach trochę wolności…

Tył żakietu zdobią kolejne, choć tym razem mniejsze – rogi nosorożca oprawione w srebro.

Przez lata spędzone w pudełku niestety odkształcił się nie tylko tiulowy woal, ale także charakterystyczne dla postaci czarno-białe włosy!

Małą tajemnicą Cruelli de Vil Power in Pinstripes jest fakt, że wzorowana na filmowym kostiumie garsonka to w rzeczywistości kamizelka i sukienka z długim rękawem, imitująca jedynie przynależność rękawów do żakietu.

Dzięki eksploracji Cruelli, oprócz sypiącego się brokatu, na światło dzienne wyszedł także problem sparciałych po latach gumek, utrzymujących na miejscu okulary i cygaretkę. Niestety, przez ponad dwadzieścia lat w zamkniętym pudełku, cienki silikon zdążył się wtopić w materiałowe rękawiczki…

Okazało się także, że wiązane na kostce szpilki (odlew wykorzystywany na początku lat 90., np. w przypadku Barbie Sparkle Eyes  z 1991 roku), w rzeczywistości nie stanowią całości – imitujące satynowe wstążki sznureczki są naszyte bezpośrednio na rajstopy!

Na koniec, crème de la crème – cudowna i jednocześnie demoniczna twarz Cruelli de Vil!

Sama graficyzacja twarzy jest dość prosta, jednakże w mojej opinii idealnie tworzy iluzję zminiaturyzowanej Glenn Close i oddaje charakter wykreowanej przez nią postaci.

Pomimo małego zaskoczenia w przypadku żakietu czy butów, a także wynikającego z lat spędzonych w pudełku sypiącego się brokatu i sparciałych gumek, jestem tą lalką wręcz zachwycony! Power in Pinstripes jest plastikowym dowodem na to, że kiedy Mattel chce, to potrafi! Wielka szkoda, że lata świetności i jakości w wykonaniu nie tylko lalek, ale także i opakowań modeli kolekcjonerskich odeszły w zapomnienie… Ale o tym następnym razem! 🙂

Tyle na dziś!

A Wam jak się podoba Cruella de Vil Power in Pinstripes?

The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2 Bella Barbie (2012)

Chcąc wykorzystać niezwykłą popularność popkulturowego fenomenu, jakim stał się „Zmierzch” („Twilight”), pod koniec roku 2008 firma Mattel opublikowała pierwsze zdjęcia promocyjne lalek, zaś w styczniu 2009 Bella i Edward trafili do sprzedaży. Lalki wzorowane na odtwórcach głównych ról – Kristen Stewart i Robercie Pattinsonie, powołała do życia naczelna projektantka odpowiedzialna za modele kolekcjonerskie – Sharon Zuckerman. Wydane jako Pink Label (najniższy szczebel w hierarchii lalek kolekcjonerskich) lalki nie otrzymały rysów wzorowanych na aktorach. W przypadku Belli firma wykorzystała znany ze swojej plastyczności headmold Mackie 1991, osadzony na standardowym ciele Belly Button 1999, w efekcie czego otrzymano całkiem udaną lalkę luźno inspirowaną filmowym pierwowzorem. O wiele bardziej postarano się w przypadku Edwarda! Lalka otrzymała zupełnie nowe ciało (sygnowane datą 2009), które najwyraźniej wzorowano na książkowych opisach wampirzego bóstwa, przypominającego marmurowe posągi antycznych bóstw. Zastygły w kontrapoście tułów zestawiono z nowo wyrzeźbionym headmoldem (2009), wzorowanym na rysach aktora. Całość zgrabnie odziano w zminiaturyzowane repliki kostiumów pochodzące ze sceny w lesie, w której to Edward wyjawia Belli prawdę o swojej naturze. Poniżej zdjęcie promocyjne owej pary (wszystkie zdjęcia lalek wchodzących w skład serii The Twilight Saga pochodzą ze strony TheBarbieCollection.com).

Rok później, w lutym 2010, już po premierze kolejnej części filmowej sagi, Mattel postanowił rozszerzyć linię o kolejnego bohatera. Tym razem padło na Jacoba, który, choć obecny epizodycznie w „Zmierzchu”, to właśnie w „Księżycu w nowiu” („New moon”), po tajemniczym odejściu Edwarda, wysuwa się na pierwszy plan, stając do zaciętej walki o względy Belli. Lalka wzorowana na odtwórcy roli nastoletniego wilkołaka – Taylorze Lautnerze, podobnie, jak Edward otrzymała nowy headmold oraz nowe, nieco bardziej muskularne ciało. Skąpy strój w postaci poszarpanych dżinsowych spodenek i zwykłych czarnych adidasów, idealnie oddaje charakter postaci i aktora, który na ekranie (o ile nie występuje pod postacią wygenerowanego komputerowo wielkiego wilka) w większości scen prezentuje właśnie wypracowany na potrzeby filmu sześciopak. Nieskomplikowany kostium dopełnia plemienny tatuaż na prawym ramieniu, przedstawiający dwa wilcze łby wyjące do księżyca. I tu ciekawostka – w wyniku zaniedbań na etapie produkcji, część lalek Jacoba trafiła na sklepowe półki z malunkiem odwróconym o 180°.

Wydawać by się mogło, że firma poprzestanie na lalkach tworzących miłosny trójkąt. Tym większe było zdziwienie kolekcjonerów (i fanów sagi!), gdy po premierze trzeciego filmu – „Zaćmienia” („Eclipse”), Mattel zapowiedział kolejne lalki. Rudowłosa wampirzyca Victoria (headmold Tango 2001), pałająca do Edwarda żądzą zemsty, trafiła na rynek w czerwcu 2010 rok, zaś w lutym 2011 dołączyła do niej Jane (Kayla/Lea 2000) – członkini klanu Volturi, wampirzego odpowiednika bezwzględnej w swych rządach rodziny królewskiej.

Ostatnia część książkowej sagi – „Przed świtem” („Breaking Dawn”), na wielki ekran została przeniesiona w dwóch częściach. Obszerną fabułę podzielono na pół dokładnie w momencie przemiany Belli w wampira, w efekcie czego pierwszy film skupił się wokół długo wyczekiwanego ślubu Belli (jeszcze jako człowieka) i Edwarda oraz, jak się później okazało – dramatycznego w skutkach miesiąca miodowego. Zamiast więc tworzyć kolejne lalki wzorowane na postaciach z filmu, firma Mattel postanowiła odświeżyć bohaterów całego zamieszania i wydać ich ponownie, tym razem w wersji ślubnej (2012). Do produkcji wykorzystano ciała i headmoldy z pierwszego wydania, jednak tym razem to lalka Bella ubrana w idealną miniaturową kopię sukni ślubnej projektu Caroliny Herrery skutecznie odciągnęła uwagę od odzianego we frak Edwarda. By (najprawdopodobniej) zwiększyć zysk, lalki wydano oddzielnie, a nie, jak można by sądzić – w gift secie. Podobnie, jak wszystkie lalki z serii The Twilight Saga, także i te wydano w przezroczystych pudełkach-ekspozytorach, jednak zamiast leśnego motywu, pojawił się motyw kwiatowego łuku, pod którym w filmie bohaterowie przysięgali sobie wieczną miłość. Co ciekawe, tło każdej z lalek zdobi tylko połowa ślubnej dekoracji tak, by całość otrzymać po zestawieniu ze sobą obydwu pudełek. Sprytne!

Premiera ostatniej części filmu była idealną (i ostatnią!) okazją do rozszerzenia linii o członów wampirzej rodziny Cullenów. Projekt przejęła Lynda Kyaw i w ten oto sposób, w listopadzie 2012 na rynek trafili przybrani rodzice Edwarda – Esme (headmold Teresa 1991) i Carlise (Basics Model No 16 2010). Mimo iż lalki wydano pod nazwą The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2, stroje, w jakie je ubrano nawiązują do kostiumów, w których postaci pojawiają się po raz pierwszy na ekranie w filmie „Zmierzch”.

W tym samym czasie wydano również Jaspera, którego ku zaskoczeniu wszystkich, obdarzono tym samym headmoldem, co Edwarda (2009), tworząc postać wyłącznie przy pomocy charakterystycznych kędzierzawych włosów, odmiennej graficyzacji twarzy i prostego kostiumu, składającego się z granatowej koszuli, ciemnych jeansów i butów imitujących trampki. Jego życiowa partnerka, jasnowidzka Alice (headmold Lara/Ana 1998) wydana została wraz z Victorią w czerwcu 2010 roku, przy okazji premiery „Zaćmienia”. Stroje obydwu lalek nawiązują do sceny w szkolnej stołówce, w której to Bella po raz pierwszy widzi rodzeństwo Cullen/Hale.

Rodzinną kolekcję zamyka Emmett (headmold Basics Model No 16 2010 – czyli ten sam, co u Carlise’a) i Rosalie (Aphrodite 2008). W przeciwieństwie do reszty wampirzego klanu, choć również sygnowani nazwą The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2, ci dwoje wystąpili w strojach inspirowanych filmowymi kostiumami z feralnego przyjęcia urodzinowego Belli z drugiej części filmu – „Księżyca w nowiu”.

Ponieważ fabuła „Przed świtem. Część 2” skupia się przede wszystkim na życiu Belli jako nowo narodzonego wampira, w listopadzie 2012 firma Mattel postanowiła zwieńczyć całą serię The Twilight Saga właśnie tą postacią. Choć headmold i ciało pozostało bez zmian, dzięki niemalże białej w odcieniu skórze i nieco bardziej mrocznemu malunkowi twarzy, Barbie-Bella nabrała wampirzego charakteru.

The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2 Bella dostępna była w dwóch wariantach – solo oraz razem z Edwardem, jako The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2 Bella & Edward Giftset, dostępnym wyłącznie na stronie TheBarbieCollection.com i, jako exclusive w sieci sklepów z zabawkami Toys”R”Us. Niestety, w przeciwieństwie do wybranki swojego serca, nowy Edward nie pojawił się w sprzedaży oddzielnie.

Choć seria The Twilight Saga dalece odbiega od kategorii lalek kolekcjonerskich, do jakich Mattel przyzwyczaił nas chociażby linią Timeless Treasures, jako stosunkowo tanie lalki, dedykowane dla mas, wyszły im całkiem nieźle. Można by się przyczepić do tanich, plastikowych ciał, wyposażonych wyłącznie w podstawowe punkty artykulacji, do powtarzalności headmoldów i prostocie w wykonaniu ubranek (dla przykładu: pierwsza Bella nie skrywa nic pod kurtką, zaś wyglądający na skomplikowany zestaw Emmetta w rzeczywistości jest kamizelką z doszytymi fragmentami koszuli), jednakże nie można zaprzeczyć, że lalki wzorowane na bohaterach kultowej już sagi stały się sprzedażowym fenomenem! Świadczy o tym fakt, że oprócz Jacoba, Jane, Jaspera i Rosalie, których nadprodukcja jest nadal dostępna w sklepie na TheBarbieCollection.com, resztę serii można dziś nabyć wyłącznie z drugiej ręki…

Stali czytelnicy mojego bloga zapewne pamiętają, że już raz poświęciłem chwilę sadze „Zmierzch”, a konkretnie pierwszemu wydaniu Edwarda z 2009 roku. Przyznaję się bez bicia, że w czasach liceum trudno mi było przejść obok tej historii obojętnie. Uległem „zmierzchomanii”. Fascynacja minęła, Edward zajął na półce miejsce w tylnym rzędzie, a mnie nawet do głowy nie przyszło, by kompletować serię…

Myśl, by może jednak powiększyć kolekcję pojawiła się po raz pierwszy na początku roku 2012 – kiedy do sprzedaży trafiły ślubne wersje Edwarda i Belli. Brak ich dostępności na polskim rynku, jak i fakt, że trzeba było kupić dwie lalki, a nie giftset sprawiły, że szybko o nich zapomniałem. Choć nie na długo! Podczas jednej z rutynowych wizyt w warszawskim Toys”R”Us (a nuż znajdę coś ciekawego?!), w filaro-gablocie, prezentującej nowości Mattela dostrzegłem członków rodziny Edwarda. Ku mojemu zdziwieniu, nie znalazłem ich na sklepowych regałach! Zamiast nich, w ilościach hurtowych znalazła się tam The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2 Bella Barbie. Serce zabiło mocniej, tętno przyśpieszyło, gdy pomyślałem tylko, że może gdzieś z tyłu znajdę wersję ślubną. Niestety, nie znalazłem nic, oprócz ubranej w skórzaną kurtkę wampirzycy. W dodatku każda z nich miała roztrzepane w pudełku włosy…

I tak minęło kilka lat. Edward niezmiennie stał sam. I choć lalki z serii The Twilight Saga zaczęły powoli zalewać rodzimy portal aukcyjny, nieprzekraczając w kulminacyjnym momencie ceny dzisiejszych lalek Fashionistas, wiecznie mi było nie po drodze do ich zakupu…

Aż w końcu ostatnio, poniekąd z nudy narzuconej mi przez większą ilość wolnego czasu, postanowiłem odświeżyć sobie historię wampirzej miłości. Nieco sceptycznie nastawiony zacząłem od książek, które pochłonąłem równie szybko, co za pierwszym razem. Filmy zajęły dwa długie wieczory. I choć całość nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia, jak za czasów mojej młodości, kiedy tylko ostatnia część dobiegła końca, wziąłem do ręki telefon, wpisałem gdzie trzeba frazę „Twilight Barbie” i kliknąłem „kup teraz”.

Tak oto, po siedmiu latach do najwyraźniej pogodzonego już z samotnością Edwarda dołączyła Bella. The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2 Bella Barbie (2012), ta sama, którą widziałem w sklepie. Tym razem jednak bez roztrzepanych włosów…

Jak już wspomniałem, wszystkie lalki z serii The Twilight Saga wydano w przezroczystych pudełkach, dzięki którym kolekcję można eksponować bez uprzedniego ich wyjmowania. Oprócz wersji ślubnej, w której występuje motyw kwiatowego łuku, tła, do których mocowano resztę lalek, zdobi motyw lasu z trójwymiarowym drzewem po jednej, bądź drugiej stronie lalki. Tył pudełka zdobi zdjęcie aktora/aktorki wcielającej się w filmie w rolę konkretnego bohatera oraz krótki opis, przybliżający postać. Nietrudno ulec wrażeniu, że właśnie to zdjęcie Kristen Stewart, ucharakteryzowanej na wampirzycę Bellę stanowiło podstawę do stworzenia projektu twarzy lalki.

Gdybyśmy zapomnieli, że to jednak Bella, a nie przeciętna Barbie z twarzą Mackie 1991, małe przypomnienie:

Choć wprowadzone przy okazji 50. rocznicy urodzin Barbie przezroczyste pudełka niezwykle ułatwiają kwestię domowej ekspozycji, chroniąc tym samym lalki przed światem zewnętrzym, podczas sesji zdjęciowej są niemalże nie do pokonania. Ponieważ chciałem dziś skupić Waszą uwagę na lalce, a nie odbiciu mojej ręki z aparatem, do zrobienia zdjęć postanowiłem wysunąć wewnętrzną tekturę.

Wewnętrzna tektura, poza funkcją ozdobną, w każdym przypadku pełni także funkcję praktyczną – w jego wnętrzu ukryty jest certyfikat autentyczności oraz stojak siodełkowy z nadrukowanym na czarnej podstawie tytułem przypadającej lalce części filmu. W tym przypadku oczywiście jest to The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2. 

Ponieważ włosy lalki zostały przymocowane do plastikowej formy nitką, a nie płaską taśmą, każdy ruch pudełkiem powoduje, że nieusztywnione niczym włosy uwalniają się z fabrycznej uprzęży.

Jak wspominałem, Mattel zaoszczędził nieco na kostiumach, tworząc lalki z serii The Twilight Saga. Bella ubrana jest w brązową kurtę-ramoneskę wykonaną z ekologicznej skóry i jednoczęściowy trykot na ramiączkach w kolorze ciemnej czekolady. Choć kurtka jest dość ładnie odszyta, a całość doskonale komponuje się z kolorem włosów i wampirzym makijażem lalki, imitacja suwaka wykonana z czarno-srebrnej tasiemki bardzo mnie rozczarowała. Pierwsze wydanie Belli dostało przecież prawdziwy suwak!

Całość stylizacji dopełnia pierścionek (dość niespotykany element w przypadku ciała Belly Button 1999) zaręczynowy w kształcie owalu, cięty tak, by imitował diamentową inkrustację oraz czarne botki, których mold pojawił się w produkcji pod koniec lat 90.

Choć wyeksploatowany na wszelkie możliwe sposoby wśród lalek kolekcjonerskich, odlew Mackie 1991 jest najbardziej plastycznym spośród wszystkich, jakie kiedykolwiek powstały! Zastygnięta w bladym uśmiechu niczym u Mony Lisy twarz tym razem sprawdziła się idealnie. Dzięki niej otrzymaliśmy iluzję wampirzycy Belli, Barbie wcielającą się w jej rolę, a nie Barbie – Kristen Stewart. Na szczęście!

Podobnie, jak w większości przypadków efekt finalny, malowany maszynowo z wykorzystaniem szablonów, różni się znacznie od tworzonego ręcznie pierwowzoru. Choć ogólny projekt malunku pozostał bez zmian, prototyp zachwyca swoją porcelanową skórą. Trudno ocenić czy lalka tak faktycznie wyglądała podczas sesji, czy zmanipulowano zdjęcie w programie graficznym, ale iluzja twardej, marmurowej twarzy osobiście mnie powala na kolana… Szkoda, że lalki z serii The Twilight Saga nie zostały wydane w wersji silkstone!

Dla unaocznienia mojej teorii o plastyczności headmoldu Mackie 1991, małe zestawienie lalek stworzonych w oparciu o realne pierwowzory: (od lewej) Barbie as Scarlett O’Hara (The Hollywood Legends Collection 1994), Titanic Barbie (2007), Marilyn Monroe Barbie (The Blonde Ambition Collection 2009) oraz The Twilight Saga: Breaking Dawn – Part 2 Bella Barbie (2012).

Na koniec dzisiejszego i tak już obszernego wpisu, wspólna sesja Belli oraz Twilight Edwarda (2009). Bądź co bądź, te lalki najlepiej wyglądają w komplecie!

W ramach przypomnienia – Edward (2009), jako jedyny wampir w całej serii The Twilight Saga otrzymał brokatowany korpus i twarz, imitujące opisane w książce iskrzenie się wampirzej skóry w bezpośrednim kontakcie z promieniami słońca.

Tyle na dziś! Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem?

Do zobaczenia w kolejnym wpisie! 😉

Wedding Day Midge (1990)

Reklamowana jako Barbie’s Best Friend Midge Hadley zawitała na rynku zabawkarskim w roku 1963. Pierwsze wydanie – Straight Leg Midge, podobnie, jak jej przyjaciółka, dostępne było w trzech wariantach kolorystycznych: blonde, brunette oraz redhead/titian i, choć w roku 1965, w przypadku Bendable Leg Midge, firma Mattel ponownie dała konsumentom możliwość wyboru, to właśnie ta ostatnia, rudowłosa wersja wpisała się na dobre do panteonu przyjaciół Barbie.

Rok po swoim debiucie, w 1964, Midge zakochała się w świeżo wyprodukowanym przyjacielu Kena – Allanie Sherwoodzie. Piegowata piękność i rudowłosy młodzieniec trwali u swego boku aż do roku 1966, kiedy to oboje w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęli z taśm produkcyjnych.

Barbie i Ken, pochłonięci pojawianiem się w coraz to nowszych odsłonach u boku coraz to nowszych znajomych, najwidoczniej zapomnieli o istnieniu swoich licealnych przyjaciół. Jako pierwsza przypomniała o sobie nieco odmieniona Midge, która, porzuciwszy swój oryginalny headmold sygnowany datą 1958 na rzecz przyjemniejszej w odbiorze twarzy Steffie 1971, powróciła w roku 1988, by dołączyć do Barbie w serii California Dream. W nowej odsłonie pojawiła się także rok później, tym razem, jako Cool Times Midge.

Początek lat 90. przyniósł kolejne zmiany. Po pierwsze – Midge poddała się kolejnej korekcji twarzy, przyjmując tym razem wypromowany wraz z serią Barbie and The Rockers (1986) headmold Diva 1985, który, podobnie jak miedziane włosy, stał się synonimem tejże postaci. Po drugie – Midge przypomniała sobie o dawnej miłości (a może to miłość pierścionkiem zaręczynowym przypomniała o sobie?), postanawiając tym samym wyprawić the year’s most glamorous wedding!

Tak oto w roku 1990 na rynku pojawiły się lalki z serii Wedding Day Midge!

Po raz pierwszy w historii firma Mattel postanowiła wydać serię w dwóch wariantach – standardowym, w postaci lalek sprzedawanych oddzielnie (wyjątek stanowi Kelly i Todd, sprzedawani w komplecie) lub w formie gigantycznego gift setu Wedding Party Midge (na zdjęciu poniżej), w którego skład weszło aż sześć (!) lalek i który tym samym stał się największym, jak dotąd, wyprodukowanym zestawem.

W skład serii, oprócz państwa młodych – Midge i Alana, weszła pierwsza druhna Midge – Barbie, jej życiowy towarzysz Ken, będący jednocześnie najlepszym przyjacielem pana młodego i jego drużbą, a także bliżej niespokrewnione z nikim dzieci – Kelly, czyli dziewczynka sypiąca kwiatki oraz Todd – chłopiec niosący obrączki.

Nikogo nie powinno dziwić, że, podobnie, jak w przypadku wielu innych serii wypuszczonych na rynek pod logiem Mattel, także i tu nie obyło się bez zawirowań. Wielu z Was zauważyło już pewnie nieścisłość w samej nazwie – określenie Wedding Day wraz z imieniem konkretnej postaci pojawia się na pudełkach lalek sprzedawanych oddzielnie. Zbiorowy gift set opatrzony jest natomiast nazwą Wedding Party oraz imieniem niekwestionowanej gwiazdy wydarzenia (wybacz Barbie!) – Midge. Mamy więc dwie różne nazwy identycznie wyglądających lalek! Drobnostka…

Po ponad dwudziestoczteroletniej nieobecności na rynku zabawkarskim, wskrzeszony na potrzeby serii (i własnego ślubu!) Alan, powrócił z nowym, skróconym imieniem! Niegdyś rudowłosy, perkatonosy Allan, w roku 1990 wyrzucił z imienia jedno „L”, by z nową twarzą – headmold Alan Long Hair 1990, przefarbowany na kasztanowy brąz, ubrany w biały smoking, niezwykle podkreślający opaleniznę w kolorze dorodnej marchwi, mógł stanąć na ślubnym kobiercu i pojąć za żonę licealną miłość. Następnie zniknąć na dziesięć lat i powrócić ponownie dopiero wraz z serią Happy Family.

 A skoro o Alanie mowa, poniżej możecie zobaczyć zdjęcie promocyjne serii Wedding Day pochodzące z włoskiego katalogu, na którym to w rolę Pana Młodego wcielił się Derek (headmold sygnowany datą 1985), znany z serii Barbie and The Rockers (1985).

Kelly i Todd, bliźniacze rodzeństwo i ich pojawienie się w roku 1990 także wprowadziło nieco zamętu do lalkowego świata! Na pierwszy rzut oka, z racji identycznych strojów, można by wnioskować, że Todd jest krewnym Kena, zaś Kelly to młodsza siostra Barbie. Nic bardziej mylnego! Obie lalki stworzono w oparciu o nowy chłopięcy headmold Todd 1990. Kelly jest więc jedyną w historii lalką-dziewczynką, która otrzymała tę twarz! Rok później, na rynku pojawiła się młodsza siostra Barbie – ośmioletnia Stacey, której bratem bliźniakiem był waśnie… Todd (napis na pudełku Party ‚n Play Todda z roku 1992 mówi sam za siebie – Twin Brother of Stacie). Kelly natomiast zniknęła na dobre. Kim więc jest dziewczynka sypiąca kwiatki? Biorąc pod uwagę podobieństwo do małego Todda, lalki z serii Wedding Day mogą być ze sobą spokrewnione. A więc zadajmy sobie pytanie – czy Stacey to nowa Kelly?

W ferworze ślubnych przygotowań, firma Mattel nie oszczędziła nawet Panny Młodej! Podobnie, jak w wielu innych przypadkach w historii istnienia Barbie, o końcowym wyglądzie Midge zadecydował… kraj produkcji. Choć ogólny projekt graficyzacji twarzy pozostał bez zmian, ciemnogranatowa oprawa oczu i nad wyraz rumiane poliki u wersji malezyjskiej wyraźnie wyróżniają się na tle egzemplarzy wyprodukowanych w Chinach.

Oprócz dwóch odmiennych twarzy, Midge otrzymała także różne włosy! Wyprodukowana na początku lat 90. lalka dostępna była zarówno w wersji z saranowymi, jak i kanakaleonowymi włosami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż kanakaleon, który w roku 1990 czasy swojej świetności ma dopiero przed sobą, o wiele lepiej utrzymuje formę włosa, podczas gdy saran po latach ma tendencję do prostowania się. Dzięki temu dziś możemy natrafić na Midge (dotyczy to także większości lalek, które zjechały z taśm produkcyjnych na przełomie lat 80. i 90.) z perfekcyjnie rozłożonymi w pudełku kanakaleonowymi lokami, jak i pofalowanymi, widocznie odkształconymi włosami z saranu. Warto więc zwrócić uwagę na ten szczegół podczas zakupów!

Co ciekawe – nie ma zasady łączącej ze sobą kraj produkcji, malunek twarzy, tworzywo, z jakiego wykonano włosy oraz tego czy lalka wchodziła w skład gift setu, czy nie. Przygotowałem dla Was małe zestawienie (poniżej): pierwsza od prawej strony to malezyjska wersja Wedding Day (czyli sprzedawana osobno) z ciemną oprawą oczu i pięknie skręconymi włosami z kanakaleonu; środkowa lalka, wyprodukowana w Chinach – także w włosami z kanakaleonu, ale już z delikatniejszym makijażem, weszła w skład zestawu Wedding Party; ostatnia – chińska wersja, z niebieską oprawą oczu i saranowymi włosami to moja Wedding Day Midge. Widzicie różnicę?

Obecna na rynku w roku 1991 seria Wedding Day, jako jedna z ważniejszych linii sezonu, nie mogła obejść się bez całej gamy spersonalizowanych, ślubnych akcesoriów. Tak oto, oprócz samych lalek, do sprzedaży trafiła wymienna garderoba, zaprojektowana z myślą o miesiącu miodowym Midge. W przeciwieństwie do dostępnych w sklepach różowych ubranek dedykowanych Barbie, poślubne stroje, sygnowane nazwą Wedding Day Fashions utrzymane były w pastelowych kolorach różu, mięty i fioletu.

W katalogu na rok 1991, promującym produkty firmy Mattel, modelkami Wedding Day Fashions były wydane rok wcześniej Midge Ski Fun (1991) oraz All Stars (1990). Midge mogła więc spokojnie przebierać się podczas miesiąca miodowego…

Pozostaje pytanie – gdzie ten najbardziej glamorous wedding of the year miałby się odbyć? Pomyślano także i o tym! W roku 1991 wydano w dwóch odsłonach Wedding Chapel – biało-różową ślubną kaplicę, w wersji podstawowej (poniżej) i drugą, wzbogaconą o ślubne stroje dla państwa młodych, w razie, gdyby ktoś mimo braku konkretnej Midge i Alana, chciał pobawić się w ślub.

Najciekawsze akcesoria zostawiłem na sam koniec. Bridal Shower (przyjęcie przedweselne), Engagement Party (przyjęcie zaręczynowe) oraz Fashion Trunk (skrzynia na ubrania) wydano w roku 1991 i, jak nietrudno zauważyć – wydano je pod nazwą Wedding Day.

Nie byłoby w tym nic dziwnego (w końcu akcesoria tematycznie pasują do wydarzenia), gdyby nie fakt, że na zdjęciach pokazowych próżno szukać Midge i Alana. Zamiast nich możemy ponownie zobaczyć Dereka i bliżej niezidentyfikowaną lalkę z headmoldem Steffie 1971. Czyżby tak wyglądały prototypy młodej pary?

Rok po ślubie, w katalogu promującym nowości firmy Mattel, Midge i Alan pojawili się jako szczęśliwi rodzice dwójki bliźniąt, które, jak głosi napis – „w magiczny sposób potrafiły trzymać butelkę i zabawki”. Podczas sesji zdjęciowej wykorzystano przestylizowane lalki z serii Wedding Day, zaś bezimienna linia… nigdy nie trafiła do produkcji. Jest więc to ostatnie zdjęcie Alana przed jego tajemniczym zniknięciem.

Idea rodzinnej serii, choć w nieco zmienionej formie, powróci wraz z Alanem dopiero po roku 2000…

Na koniec już i tak dość obszernego wstępu, mała ciekawostka. Wydana w roku 1991, największa, jak do tej pory ślubna seria Wedding Day sprawiła, że dzwony kościelne rozdzwoniły się na dobre, zaś ochoty na wypowiedzenie małżeńskiej przysięgi nabrała sama Barbie. Od tego momentu suknię ślubną przywdziewa niemal co roku, nie przejmując się zbytnio podejrzeniami o jakiekolwiek zapożyczenia. I tak, w roku 1994, pod różaną altaną (motyw pudełka jakby znany) odbyło się Wedding Party (gdzieś już to słyszałem), w którym udział wzięła Barbie oraz jej bliźniacze rodzeństwo – Stacey (a nie Kelly?) i Todd. Tym razem bez Pana Młodego. Ken pojawił się natomiast w roku 1996 w gift secie Wedding Fantasy, tylko… czy aby na pewno to Ken?

Wedding Day Midge co prawda nie spędzała mi snu z powiek, ale przyznam, że chodziła za mną od dłuższego czasu. Głównie podczas przeglądania ofert na rodzimym portalu aukcyjnym, na którym to wiele lat temu, jeszcze na początku mojej przygody z kolekcjonowaniem, ujrzałem właśnie wspomniany wcześniej sześciolalkowy gift set Wedding Party. Jak na tamte czasy, cena zestawu była astronomiczna, przez myśl mi nawet nie przeszło, że mógłbym wydać aż tyle na lalki (nawet i sześć!). W porównaniu z dzisiejszymi cenami pojedynczych lalek playline z lat 80. i 90., obecnie zestaw ten należałby do grona życiowych okazji.

Kiedy więc trafiłem na sprzedawaną osobno Wedding Day Midge, nie zastanawiałem się długo. Niezwykle pomocny w podjęciu decyzji był również fakt, że sprzedający miał w swojej ofercie także Alana. Co prawda nie przepadam za lalkami-mężczyznami i choć wiele Barbie w mojej kolekcji pozostaje osamotnionych, pomimo istnienia kompatybilnych panów, w tym przypadku chciałem przygarnąć komplet. Niestety, Alan był innego zdania i postanowił zamieszkać z kimś innym…

Ale Midge pozostała!

Przód pudełka, oprócz motywu ślubnej altany, zdobi także zdjęcie Midge, prezentującej możliwości ślubnej sukni. Podobnie, jak w przypadku wielu modeli przełomu lat 80. i 90., także i tu firma Mattel postawiła na wielofunkcyjność ubioru. Dzięki specjalnemu projektowi sukni, składającej się w sumie z trzech odrębnych elementów oraz dołączonemu do lalki żakiecikowi, w mgnieniu oka Midge z Panny Młodej mogła przeobrazić się w szczęśliwą mężatkę, udającą się w podróż poślubną!

Tył pudełka prezentuje przepiękne zdjęcie promocyjne wszystkich lalek wchodzących w skład serii Wedding Day (1990).

Po otwarciu pudełka czekało na mnie małe rozczarowanie. Zamiast wspaniałych, tekturowych akcesoriów, które dołączono do gift setu Wedding Party – tekturowy stojak dla lalki, w którego możliwości utrzymania lalki w pozycji stojącej szczerze wątpię. Chyba go przetestuję w ramach pocieszenia!

Dość długo rozważałem na temat tego czy pozostawić Wedding Day Midge w stanie NRFB, czy może jednak pozbawić ją części wartości kolekcjonerskiej i wysunąć chociaż wewnętrzną tekturę. Chęć zajrzenia „pod spódnicę” wygrała!

Tak na prawdę zastanawiałem się nad odtworzeniem fabrycznej fryzury, gdyż, jak możecie zobaczyć – saranowe włosy mojej Midge przypominają bardziej rozszalałe miedziane płomienie, aniżeli eleganckie ślubne pukle. Wizja całego przedsięwzięcia sprawiła, że bardzo szybko skapitulowałem…

Jak już wspomniałem, cały strój Midge jest zaprojektowany według zasady „2 in 1”, czyli suknia ślubna i wygodny strój na podróż poślubną w jednym. Suknia składa się więc z trzech elementów – obszernej tiulowej spódnicy, obszytej delikatną koronką; bufiastych, koronkowych rękawów, które można zdjąć, jak rękawiczki (nie są one przytwierdzone do góry stroju) oraz dopasowanej sukienki mini o zdobionym koronką i srebrną nitką gorsecie, która w połączeniu z dołączonym do lalki fioletowym żakietem tworzy ów podróżno-miodowy kostiumik.

Dopełnieniem sukni ślubnej jest oczywiście wielki tiulowy welon mocowany na toczku, idealnie wpisujący się w stylistykę wczesnych lat 90. Dodatkiem do całości są kolczyki o diamentowym szlifie, pasujące do srebrnej nitki misternie wplecionej w koronki.

Oprócz sukni i welonu, Midge otrzymała także nieodłączny atrybut Panny Młodej – bukiet. Różowe róże, choć nieco pożółkłe (czyżby coś starego?), ozdobione liśćmi i długą różową wstążką wspaniale komponują się z całością.

Pod spódnicą natomiast kryje się obowiązkowa podwiązka (coś niebieskiego!). Tu także znalazł schronienie przez moim czujnym okiem woreczek ze szczotką do włosów i klasycznymi szpilkami. Oczywiście w kolorze białym!

Dużym zaskoczeniem była dla mnie złota obrączka, namalowana na serdecznym palcu lewej dłoni. Choć patent ten już był wykorzystywany przez firmę Mattel (m.in. w serii Heart Family z roku 1985), przyznam szczerze, że tutaj się go nie spodziewałem. Prawą dłoń standardowo zdobi pasujący do kolczyków pierścionek. Czyżby zaręczynowy?

 

I wreszcie bohaterka dzisiejszego wpisu – Wedding Day Midge – w całej swej okazałości. Choć opisywana przeze mnie wyżej wersja malezyjska mogłaby spokojnie startować w konkursie na Najpiękniejszą Kiedykolwiek Wyprodukowaną Lalkę Midge i wygrać go bez przeszkód, egzemplarz produkcji chińskiej jest równie uroczy. Spójrzcie tylko na ten gwiezdny rozbłysk w oku!

Tworząc dzisiejszy wpis nie mogłem oprzeć się pokusie zestawienia ze sobą wszystkich lalek z twarzą Diva 1985, które znajdują się w mojej kolekcji: (od lewej) Diva z serii Barbie and The Rockers (1985), Midge z serii All Stars (1989), Wedding Day Midge (1990) i In-Line Skating Midge (1996).

Tyle na dziś!

Do zobaczenia kolejnym razem! 😉

PS. Zdjęcia z początkowej fazy wpisu pochodzą z grafiki google.com

Silkstone Barbie ‚Luncheon Ensemble’ & ‚Mermaid Gown’ (2013)

Publikując ostatni wpis, nie podejrzewałem, że opuszczę BarbieCollection na tak długo…

Osiem miesięcy.

To chyba moja najdłuższa przerwa w blogowaniu. I choć przez ten czas wiele lalek zasiliło moją kolekcję, żadna z nich nie potrafiła zmotywować mnie do pisania…

Aż w końcu pojawiły się one…

W roku 2013, po krótkiej przygodzie z gwiazdorskimi Silkstone Barbie oraz rocznicowymi wersjami Francie, główny projektant linii – Robert Best, postanowił powrócić do korzeni. Efektem jego pracy jest sześć nowych modeli, inspirowanych wyższymi sferami podczas rejsu ekskluzywnym liniowcem. Pomimo iż kreacje lalek dalece odbiegają od mody początków XX wieku, oglądając zdjęcia promocyjne, nietrudno ulec wrażeniu, że główną inspiracją był Titanic…

W skład serii weszli (poniżej, od lewej strony): Barbie ‚Luncheon Ensemble’, ‚Boater Ensemble’, ciemnoskóra ‚Ball Gown’, ‚Cocktail Dress’, ‚Mermaid Gown’ oraz ‚Tailored Tuxedo’ Ken, dostępny wyłącznie dla członków Barbie Fun Club (BFC).

Oprócz przepięknych zdjęć, na potrzeby promocji serii powstał także filmik, utrzymany w konwencji pierwszych reklam lalek Barbie. 

Zanim jednak przyjrzymy się bohaterkom dzisiejszego wpisu, mała dygresja…

Zarówno ‚Mermaid Gown’ Barbie, jaki i ‚Luncheon Ensemble’ trafiły do mnie z naszego rodzimego portalu aukcyjnego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż modele te (a także pochodząca z tej samej serii ‚Cocktail Dress’ Barbie oraz wydana rok później ‚Principessa’) pojawiły się w ilościach hurtowych i, jak pewnie wielu z Was się przekonało na własnej skórze – całkiem przystępnej cenie. Przyznaję, że widok nowej ‚Mermaid Gown’ (na którą chorowałem od momentu pojawienia się w Internecie jej zdjęć promocyjnych) w cenie porównywalnej do archiwalnych modeli playline, przyśpieszyło akcję mojego serca. Cała sytuacja wydawała mi się na tyle absurdalna, że do ostatniej chwili, w której to dzierżyłem już w dłoniach paczkę, zastanawiałem się czy aby po otwarciu pudełka nie ujrzę kawałka dorodnej marchwi, zamiast lalki, która podczas swojego debiutu na Allegro kosztowała 800 złotych! Na szczęście dla mojego zdrowia psychicznego, tak się nie stało! Szybko postanowiłem więc nagrodzić uczciwego sprzedawcę zakupem kolejnej lalki…

I tak oto przedstawiam Wam ‚Luncheon Ensemble’ Barbie. 

Na początek porcja wspaniałych zdjęć promocyjnych!

W tym miejscu warto nadmienić, że w wielu przypadkach udział w promocyjnych sesjach zdjęciowych biorą prototypy danych lalek, nie zaś produkt finalny. Dzięki temu wiemy, jakie zmiany wprowadzono na etapie produkcji. Przyglądając się historii istnienia Barbie, można trafić na tysiące takich przypadków! Począwszy od zmiany tkaniny, z jakiej wyprodukowano ubranko, przez zastąpienie prototypowych prostych w łokciach rąk – zgiętymi pod kątem 90. stopni (np. w przypadku serii ‚The Great Eras Collection’ 1993-1997), aż po całkowite wykasowanie modelu/serii z produkcji (np. Silkstone ‚Sugar Daddy’ Ken 2010 czy seria ‚Really Rad’ 1998).

Na szczęście w przypadku ‚Luncheon Ensemble’ nie wprowadzono żadnych drastycznych zmian. Mimo to, dzięki wspaniałym zbliżeniom na twarz lalki, możemy dostrzec różnice pomiędzy egzemplarzem z ręcznie nanoszonym facepaintem i malowanym maszynowo produktem finalnym.

Jakkolwiek twarz Barbie nie byłaby piękna w swojej prostocie i nostalgiczna poprzez wykorzystanie klasycznego headmoldu Vintage 1958, ‚Luncheon Ensemble’ to przede wszystkim wspaniały strój, inspirowany modą końca lat 50. XX wieku. Poniżej wstępne szkice (po prawej i po lewej stronie) oraz gotowy projekt (w środku) autorstwa Roberta Besta.

Patrząc na poniższe zdjęcie, opublikowane w roku 1959 na łamach amerykańskiego Vogue’a, trudno nie ulec wrażeniu, że moherowych płaszcz w kolorze pudrowego różu z kwiatową podszewką i uszyta z tej samej tkaniny dopasowana sukienka, projektu George Carmela stanowiły bezpośrednią inspirację dla ‚Luncheon Ensemble’ Barbie.

‚Luncheon Ensemble’ jako jedyna z całej serii, wydanej w 2013 roku, doczekała się swojego bliźniaczego wydania, stworzonego wyłącznie z myślą i na potrzeby paryskiego konwentu fanów Barbie. 

 

Spośród wydanej w 2013 roku linii Silkstone, od samego początku ‚Mermaid Gown’ Barbie była moją faworytką. Pomimo iż sam projekt jest dość przewidywalny i powiela intensywnie eksploatowany w ostatnich latach wizerunek Barbie ubranej w suknię-syrenę, jest w nim coś, co nie pozwala przejść obok tego modelu obojętnie. Spójrzcie sami…

 

 

Podobnie, jak w przypadku ‚Luncheon Ensamble’, także i w przypadku ‚Mermaid Gown’ Barbie, wszystko zaczęło się od projektu. Nawiasem mówiąc, uwielbiam oglądać szkice Roberta Besta! Utrzymane w stylistyce lat 50. XX wieku, zakrawające o projekty high fashion, idealnie współgrają z ideą linii Silkstone i są na tyle przyjemne dla oka, że chętnie oprawiłbym je w ramkę i udekorował nimi mieszkanie! 

  

‚Mermaid Gown’ Barbie, tak, jak i swoja poprzedniczka, również nie jest autorskim projektem pana Besta. Bez konsultacji z nim ciężko wywnioskować, co stanowiło bezpośrednią inspirację, jednakże w grafice Google można łatwo odnaleźć zestawienie lalki i zdjęcia haute couture’owej kreacji stworzonej w roku 1954 przez francuskiego projektanta Jacquesa Heima (zdjęcie poniżej)…

 

 

Pora bliżej przyjrzeć się lalkom…

Tak, jak już wspomniałem, wydana w roku 2013 serii, inspirowana latami 50. XX wieku, jest niejako powrotem do korzeni, nie tylko istnienia samej Barbie, ale także i linii Silkstone, jako takiej. Dowodem na to może być fakt, iż cała seria otrzymała opakowania, nawiązujące swoją prostotą i wyglądem do pudełek, w jakich na rynku zawitał w roku 2000 pierwszy wypust ‚Barbie Fashion Model Collection’‚Silkstone Lingerie Barbie’.

 

Standardowo, tył pudełka zdobi zdjęcie promocyjne znajdującej się wewnątrz lalki, a także informacja, w jakiej ilości dany model został wyprodukowany. W przypadku ‚Luncheon Ensemble’ – nie więcej, niż 16 300 sztuk!

 

Tak oto prezentuje się ‚Luncheon Ensemble’ Barbie w swoim opakowaniu…

… i bez niego! Wielkim plusem lalek wchodzących w skład serii Silkstone jest to, że są one przytwierdzone do wewnętrznej tektury za pomocą wstążek i ewentualnych nici, utrzymujących na swoim miejscu elementy ubrania, dzięki czemu wyjęcie ich z pudełka (jak i ponowne włożenie) jest stosunkowo proste, a co ważniejsze – nie narusza ich integralności z opakowaniem, tak, jak to bywa w przypadku wielu modeli stricte kolekcjonerskich. 

 

 

 

Przyznam, że choć to ‚Mermaid Gown’ nie mogłem doczekać się bardziej, przy bliższym poznaniu ‚Luncheon Ensemble’ skradła moje serce! Nie wiem, czy to zasługa bliźniaczego kostiumiku, nonszalanckiego turbanu czy rudych włosów zestawionych z akcentami zieleni… A może to ogólne wrażenie i podobieństwo do postaci wyniosłej damy z przedmieść, jaką na początku serialu „Gotowe na wszystko” była Bree van de Kamp? Ciężko powiedzieć…

 

 

 

  

 

Mimo iż obydwie lalki pochodzą z tej samej ograniczonej produkcyjnie kategorii – Gold Label, ‚Mermaid Gown’ Barbie, z racji ilości wypuszczonych na rynek egzemplarzy – nie więcej, niż 10 700 sztuk, zdaje się być lalką ekskluzywniejszą…

 

 

 

Detal w postaci dołu sukni, obszytego nieregularnymi, „falującymi” falbanami z żorżery jest niemalże kwintesencją całego modelu. Wielka szkoda, że jest on niestety „niedotykalny” – surowe, niewykończone brzegi mają tendencję do błyskawicznego prucia się, o czym przekonałem się podczas sesji zdjęciowej…

 

 

 

 

  

 

Pomimo początkowych zamiarów zachowania ‚Mermaid Gown’ Barbie w jej fabrycznym stanie, chęć ujrzenia tej wspaniałej sukni oraz tiulowego szala w całej okazałości ostatecznie wygrała… I chyba było warto! 

 

 

 

 

 

Kończąc dzisiejszą i tak już obszerną wizualno-opisową prezentację, kilka wspólnych zdjęć ‚Mermaid Gown’ i ‚Luncheon Ensemble’ Barbie. Dzięki wspólnemu mianownikowi, jakim jest róż, w przeciwieństwie do reszty lalek wydanych w roku 2013, stanowiących odrębne projekty w ramach jednej serii, te dwie ze sobą współgrają i, jak dla mnie, opowiadają w miarę spójną historię o rejsie statkiem, wystawnym lunchu czy popołudniowej herbatce i wieczornym balu…

 

 

 

 

 

I tak na koniec końców, creme de la creme – wszystkie Silkstone Barbie, jakie na dzień dzisiejszy znajdują się w mojej kolekcji.

(patrząc od strony lewej) ‚Mad Men’ Betty Draper (2010), ‚Debut’ (2009), ‚Mermaid Gown’ (2013), ‚Stolen Magic’ (2006), ‚Luncheon Ensemble’ (2013), ‚Russian Silstone Collection: Darya’ (2011).

Do zobaczenia następnym razem! Mam nadzieję, że już niedługo! 😉

Dramatic New Living Barbie (1969)

Zazwyczaj upały działają na mnie rozleniwiająco, ograniczając życiową aktywność do całodniowego wylegiwania się na balkonie z książką w dłoni oraz regularnego schładzania organizmu zimnymi napojami. Gotowość do działania wykazuję dopiero wieczorami, o ile oczywiście temperatura na zewnątrz jest w miarę znośna. Wówczas to, opalony niczym Donatella Versace ruszam w miasto, by wraz ze znajomymi cieszyć się urokami nadwiślańskiej plaży…

Co dziwne, tegoroczna fala ukropów, która nawiedziła Warszawę, stymuluje moje szare komórki do niezwykłej kreatywności, którą dziś postanowiłem wykorzystać i przedstawić Wam jedną z nowości, która trafiła do mojej kolekcji. Ci z Was, którzy śledzą profil BarbieCollection na facebook’u wiedzą, że trochę się ta lalka naczekała na swoje przysłowiowe „pięć minut”…

Nie traćmy więc czasu!

Druga połowa lat 60. była dla naszej Teen Age Fashion Model bardzo ciężkim czasem. Chcąc nadążyć za modą oraz postępem technicznym, bijąc tym samym na głowę zalewające rynek własne klony i podróbki, Barbie musiała się zmienić.

Wszystko zaczęło się niewinnie, w roku 1965, wraz z pojawieniem się Miss Barbie. Choć lalka ta zaskoczyła odbiorców dwoma niespotykanymi do tej pory patentami – tzn. sleepy eyes (czyli zamykane/otwierane oczy) oraz bendable legs (czyli nogi zginane w kolanach), to właśnie ten drugi stał się niemalże kultowy i przez długi czas kojarzony wyłącznie z produktami firmy Mattel.

Rok później fani Barbie otrzymali zupełnie nową, odświeżoną lalkę – Twist N Turn Barbie, która oprócz zginanych nóg otrzymała również skrętną talię oraz… nową, młodszą twarz (!), zwaną Eyelash Era, ze względu na rootowane, naturalnie wyglądające rzęsy.

W roku 1968 Mattel zaskoczył wszystkich mówiącą Talking Barbie, lecz na tym nie poprzestał…

Z okazji dziesiątych urodzin ulubienica Ameryki porzuciła (bądź co bądź) sztywne ciało TNT na rzecz nowego korpusu, wyposażonego w AŻ czternaście punktów artykulacyjnych! Tak oto narodziła się Dramatic New Living Barbie!

Dramatic New Living Barbie dostępna była w trzech wariantach (zdjęcie powyżej) – Blonde, Brunette oraz Red (zwany także Titian). Podobnie, jak większość wcześniejszych modeli i ta Barbie była lalką „bazową”, dlatego wyposażono ją wyłącznie w stojak o przekroju litery X, wykonany z przezroczystego plastiku oraz strój, na który składał się jednoczęściowy kostium kąpielowy z błyszczącej złoto-srebrnej lamy i siatkowa bluzo-narzutka z kapturem w kolorze soczystego oranżu. Dodatkowe ubrania, stworzone wyłącznie z myślą o nowym ciele, nieznacznie różniącym się wymiarami od korpusu TNT, sprzedawane były oczywiście oddzielnie…

Dramatic New Living Barbie, będąca produktem roku 1969 trafiła także pod skróconą nazwą – Living Barbie, na okładkę katalogu, dołączanego do każdej lalki. Dzięki tym wspaniałym zdjęciom możecie zobaczyć jej możliwości ruchowe…

Jako murowany money maker Dramatic New Living Barbie nie mogła pojawić się na rynku bez własnej reklamy telewizyjnej!

Dwa lata po premierze firma Mattel wydała niejako drugi wypust Dramatic Living Barbie (zwanej w skrócie Living Barbie). Podobnie, jak pierwowzór, Living Barbie zawitała na sklepowych półkach w trzech wariantach kolorystycznych. Barbie otrzymała nowy strój – sukienkę w psychodeliczne groszki, znaczącej zmianie uległo także opakowanie – stare pudełko-trumnę zastąpiono nowym pudełkiem z szybką, w którym lalka widoczna jest bez uprzedniego rozpakowania. Największą różnicę pomiędzy Dramatic New Living Barbie z roku 1969, a (Dramatic) Living Barbie z 1971, ułatwiającą dziś identyfikację używanych egzemplarzy stanowią… oczy! Pierwszy wypust otrzymał oczy patrzące w bok, natomiast nowsze lalki patrzą przed siebie…

Popularność Dramatic New Living Brabie postanowiła wykorzystać również sieć amerykańskich sklepów Sears, specjalnie na potrzeby której firma Mattel stworzyła giftset Sears Living Barbie Action Accents Set, dostępny w latach 1970-1971. W skład zestawu, oprócz samej lalki, ubranej w różowy trykot, weszły również cztery dodatkowe stroje – narciarki, nurka, baletnicy oraz łyżwiarki. Podobnie, jak Dramatic New Living Barbie (1969), lalka z giftsetu patrzy w bok, przez co zidentyfikowanie tego modelu w wersji zużytej jest niemal niemożliwe…

Poniżej zdjęcie z katalogu sklepu Sears oraz zdjęcie poglądowe pudełka wraz z zawartością całego zestawu.

Ostatnią i chyba najciekawszą wersją Dramatic New Living jest jej japońska wersja z roku 1970. W przeciwieństwie do lalek, które trafiły na rynek europejski i amerykański, ta Dramatic Living Barbie ubrana została w różowy trykot, zaprojektowany na potrzeby sieci sklepów Sears, zaś jej pudełko przypominało formą te, w jakich sprzedawano chociażby Barbie American Girl. Największym zaskoczeniem okazała się nie sama Barbie, a… Eli – japońska przyjaciółka Barbie! Nieco tajemnicza i mangowata brunetka o okrągłej twarzy i zalotnie spoglądających w bok brązowych oczach zdaje się być odpowiedzią na zapotrzebowanie na japońskim rynku tamtejszego odpowiednika niebieskookiej Barbie. Jest to więc pierwszy krok w kierunku japońskiej Barbie! Ale to dopiero za jedenaście lat…

Na koniec tego przeglądu historycznego Dramatic New Living Barbie oraz jej pochodnych, zdjęcie wykonane w praskim Muzeum Zabawek Hracek, przedstawiające trzy warianty kolorystyczne tegoż modelu…

Dramatic New Living Barbie trafiła do mnie przez przypadek, z resztą, jak wiele lalek znajdujących się obecnie w mojej kolekcji. Przypadkowa wizyta na rodzimym portalu aukcyjnym zaowocowała wzięciem udziału w licytacji i… kompletną amnezją. Zupełnie zapomniałem o końcu aukcji, a, że nie sprawdzam skrzynki mailowej zbyt często, o istnieniu Dramatic New Living Barbie przypomniałem sobie jakiś tydzień później. Na szczęście lalka nie została wystawiona ponownie i już w kilka dni po wpłacie trafiła w moje ręce… Miałem szczęście, bo Barbie ta jest wręcz oszałamiająca!

Ku mojemu zaskoczeniu, lalka trafiła do mnie wraz ze swoim oryginalnym kostiumem ze złoto-srebrnej lamy. Co ciekawe, srebra połowa zachowała się do dziś w o wiele lepszym stanie, niż złota…

Wielkim atutem Dramatic New Living Barbie są jej rootowane rzęsy, które na żywo robią piorunujące wrażenie! Są też one niestety koszmarem, ale tylko w momencie, kiedy dochodzi do fotografowania lalki…

 

Moja radość z zakupu lalki wywołana była nie tyle samą wartością historyczną tegoż egzemplarza, a kolorem jej włosów! Dramatic New Living Barbie jest pierwszą lalką w mojej kolekcji, która przy twarzy Eyelash Era (bądź też Twist N Turn Head), posiada rude włosy!

Specjalnie dla ciekawskich – zbliżenia na ciało Dramatic New Living Barbie.

Innowacyjność ciała Dramatic New Living Barbie najlepiej oddaje zdjęcie porównawcze – (od lewej) Twist N Turn Flip Hair Barbie (1969-1971), czyli standardowe ciało TNT 1966; Sweet Sixteen Barbie (1974) – posiadaczka zmodyfikowanego ciała TNT 1966 z rękoma prostymi w łokciach, prawą dłonią PTR (point to rear; zwróconą frontem) i lewą PTS (point to side; zwróconą bokiem) oraz bohaterka wpisu, Dramatic New Living Barbie (1969) – czyli nowe artykułowane ciało.

Na pierwszy rzut oka widać, że Dramatic New Living Barbie otrzymała zupełnie nowe ciało! Poza klatką piersiową, która swoim kształtem przypomina ciało TNT 1966, reszta korpusu została stworzona od nowa… Począwszy od „gumowych” rąk, które otrzymały nie tylko ruchome nadgarstki, ale także mechanizm odpowiedzialny za zginane łokcie, przez zupełnie nową część miedniczną, z zawiasem kulkowym, na bendable legs (zginane nogi), wyposażone w ruchome kostki skończywszy. Tu widać również, że Dramatic New Living Barbie jest nieco niższa od posiadaczek standardowego ciała TNT 1966…

Dzięki swojej budowie, ciało Dramatic New Living Barbie daje o wiele więcej możliwości ruchowych, aniżeli korpus TNT 1966…

Głównym atutem ciała Dramatic New Living Barbie są odchylane na bok ręce. Nie wiedzieć czemu, firma Mattel, przejmując patent Bild Lilly pod koniec lat 50. zrezygnowała z tego rozwiązania, przez co w latach 1959-1969 Barbie była w stanie wykonywać rękoma wyłącznie ruchy przód-tył.

Efekty zgięcia ruchomego łokcia Dramatic New Living Barbie nie są co prawda spektakularne, ale mimo to dają o wiele większe możliwości w kwestii upozowania lalki, niż sztywne ręce PTR, wykorzystywane od roku 1959…

Rewolucyjne natomiast zdają się być ruchome nadgarstki, dzięki którym Barbie może przybierać naturalniejsze pozy i chwytać lżejsze przedmioty!

Niestety, w przypadku mojej Dramatic New Living Barbie, mechanizm ukryty w kostkach nie funkcjonuje należycie. Rozprostowana stopa szybko wraca do swojej pierwotnej, płaskiej pozycji. Niemniej jednak, patent ten nie powtórzy się aż do roku 1995, kiedy to pojawi się modyfikacja ciała bend and move 1993 z ruchomymi kostkami na zawiasach!

Także o talii na kulkowym zawiasie firma Mattel zapomni aż do lat 90. Na szczęście wraz z pojawieniem się Barbie Superstar (1975), talia skrętna pod kątem odejdzie do lamusa…

Jednym z czternastu punktów artykulacyjnych Dramaric New Living Barbie jest… jej szyja! W przypadku tego modelu po raz pierwszy w historii istnienia Teen Age Fashion Model zastosowano szyję o kulkowym zaczepie, dzięki czemu głowa mogła się poruszać w dowolnym kierunku, a nie, jak do tej pory – prawo-lewo!

Na koniec dzisiejszego wpisu, małe porównanie Dramatic New Living Barbie (1969) z jej młodszym klonem – Kariną firmy Busch. Ewidentnie niemiecka firma, tworząc klona najbardziej znanej 11,5″ lalki świata, wzorowała się na tym modelu w kwestii ruchomej ręki!

Tyle na dziś!

Do zobaczenia następnym razem! 😉