Witajcie!
Na wstępie dzisiejszego wpisu chciałbym Wam gorąco podziękować za urodzinowe życzenia dla mojego bloga! Jesteście kochani!
Postanowiłem dziś cofnąć się w czasie do początków bloga, by odświeżyć nieco zapomniane, ale wciąż uwielbiane przeze mnie lalki, o których za pierwszym razem nie powiedziałem wszystkiego. Przygotujcie się więc na dużo czytania i jeszcze więcej oglądania! 😉
Seria The Hollywood Legends Collection zapoczątkowana w roku 1994 wraz z pojawieniem się na rynku lalek wzorowanych na postaci Scarlett O’Hary to zamknięta już niestety linia (aczkolwiek kontynuowana w postaci licznych odgałęzień!), w której skład wchodzą zarówno Barbie, jak i Keny, ucharakteryzowani na postaci z filmów powstałych w okresie Złotej Ery Hollywood!
W sumie aż dwanaście postaci z sześciu różnych filmów doczekało się swoich winylowych podobizn! Oprócz dwójki głównych bohaterów filmu „Przeminęło z wiatrem” na rynku pojawiły się także: Barbie jako Maria z „Dźwięków muzyki” (w roku 1995); Dorotka (1995), Glinda (1996), Tin Man (1996), Cowardly Lion (1997) oraz Scarecrow (1997), czyli bohaterowie „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”; profesor Henry Higgins oraz cztery wersje jego ekranowej partnerki – Elizy Doolittle (1996), głównej postaci musicalu „My Fair Lady” oraz uosobienie kobiecego seksapilu, zamkniętego w kawałku winylu, czyli Barbie jako Marylin Monroe (1997) wzorowana na stylizacjach z filmów „Mężczyźni wolą blondynki” i „Słomiany wdowiec”.
Poniżej, w ramach przypomnienia, zdjęcia promocyjne pięciu lalek wchodzących w skład serii The Hollywood Legends Collection – Gone with the Wind: (od lewej) Barbie as Scarlett O’Hara first in series (1994), second in series (1994), third in series (1995), fourth in series (1995) oraz Ken as Rhett Butler (1995). Wy chyba także zdążyliście już przywyknąć do różnic pomiędzy prototypem, wykorzystywanym podczas sesji promocyjnej, a produktem końcowym, trafiającym na sklepowe półki? Ciekawi mnie tylko jedno – co z takim prototypem dzieje się po ukończonej sesji zdjęciowej? Trafia do pudełka i staje się tym samym egzemplarzem VHTF (very hard to find) czy ląduje w jakimś tajnym archiwum Mattela?
Zastanawia mnie również fakt, czemu trzecia w serii Scarlett nie doczekała się zdjęcia promocyjnego w stylizowanej na epokę dioramie. Co ciekawe, możemy ją zobaczyć na zbiorowym zdjęciu, prezentującym pierwsze trzy Barbie, pozujące na tym samym tle, co First in series. Podejrzewam, że zdjęcie to zostało wykonane, jako pierwsze, zanim jeszcze druga i trzecia Scarlett trafiły do produkcji. Zwróćcie uwagę na to, że prototyp Barbie w czerwonej sukni na zdjęciu poniżej ma ręce PTS (point to side) proste w łokciach, podczas gdy ten sam model, na zdjęciu powyżej ma już ręce PTS zgięte w łokciach pod kątem 90. stopni! Jej twarz bazuje natomiast na headmoldzie Superstar 1976, podczas gdy na sklepowych półkach pojawiła się lalka z twarzą Mackie 1991!
First in series
Pierwsza w serii, ostatnia w mojej kolekcji. Dołączyła do niej dzięki uprzejmości jednej z Allegrowiczek, która, w czasach, kiedy eBay był dla mnie jedną wielką czarną magią, sprowadziła ją dla mnie ze Stanów Zjednoczonych. Przez długi czas lalka ta była najdroższą w całej mojej kolekcji.
Zarówno tu, jak i w przypadku kolejnych lalek, zdjęcie promocyjne ukazane na odwrocie pudełka różni się od tych (zamieszczonych powyżej), które w latach 1994-1995 można było podziwiać w katalogach. Z jednej strony doceniam fakt, że na potrzeby produkcji postanowiono nieco ujednolicić zdjęcia, z drugiej jednak – nie mogę patrzeć na zmarnowany potencjał, jaki reprezentuje zdjęcie pierwszej Scarlett. Tylko spójrzcie! Niby to patrzy gdzieś w dal… Może zamyślona? Może knuje, jak odbić siostrze kawalera i zapłacić zaległe podatki? Ale ani to nie upozowane porządnie, ani tym bardziej nie prezentuje dobrze stroju… Wstyd!
Zarówno lalki z filmu „Przeminęło z wiatrem”, jak i „My Fair Lady”, zostały spakowane w tzw. pudełka-książki, które, choć niezwykle efektowne, zajmują cholernie dużo miejsca i sprawiają niewyobrażalne problemy podczas sesji zdjęciowych, zwłaszcza, gdy lalki chce się sfotografować zbiorowo. Pozostałe lalki, wchodzące w skład serii The Hollywood Legends Collection otrzymały nieco mniej obszerne, ale równie „kolekcjonerskie” pudełka o przekroju sześciokąta, wykonane z efektownej metalizowanej tektury.
Zasadniczą różnicą pomiędzy pudełkami lalek z „Przeminęło z wiatrem” i tych wzorowanych na musicalu „My Fair Lady”, oczywiście poza grafiką i zdjęciami-kadrami z filmu, są otwory w przedniej, otwieranej tekturze. W tym przypadku są to iście hollywoodzkie otwory w kształcie gwiazdy, u Elizy Doolittle i Henry’ego Higginsa – owale. Wielkim plusem owych otworów jest fakt, że lalki mogą być prezentowane na półce bez uprzedniego wyjmowania ich z pudełek.
Wnętrze otwieranej tektury zdobi grafika nieba o zachodzie słońca, nawiązująca do kultowej sceny, zamykającej pierwszą część filmu, w której Scarlett, powróciwszy w końcu z oblężonej Atlanty do Tary, wadzi się z Bogiem, przeklinając swój los. W tym miejscu także umieszczone zostały kadry z filmu, prezentujące sceny, w których bohaterka pojawia się na ekranie w uszytej z portier zielonej aksamitnej sukni.
Zarówno sam pomysł szycia sukni z ciężkich, zakurzonych kotar, jak i kolejne sceny, w których prezentowany jest efekt końcowy pracy Mammy – czy to na Peachtree Street, czy podczas sprzeczki z Rhettem w więziennej celi, należą do moich ulubionych w całym filmie. Sam kostium jest również moim faworytem! Może to właśnie dlatego strasznie irytują mnie odstępstwa od oryginału w zminiaturyzowanej wersji stroju?
Właściwe wnętrze pudełka, oprócz samej lalki, zdobi także przestrzenna miniatura filmowego plakatu. Pomimo iż jest ona w środku pusta, nie pełni żadnej funkcji użytkowej. Ot tak, zwykła ozdoba. W razie, gdyby ktoś nie wiedział, co stanowiło inspirację dla firmy Mattel w procesie tworzenia tej konkretnej lalki. Co ciekawe, zabieg ten zastosowano w przypadku każdej z lalek, wchodzących w skład The Hollywood Legends Collection. Jedyny wyjątek stanowi Maria z „Dźwięków muzyki” (1995), u której filmowy plakat zastąpiło zdjęcie samej lalki!
Pora przyjrzeć się samej lalce.
W przeciwieństwie do późniejszej serii Timeless Treassures, założeniem serii The Hollywood Legends Collection było stworzenie lalek, dla których inspiracją stały się filmowe kreacje, a nie lalek wzorowanych na aktorach, wcielających się w owe role. Dlatego też Barbie otrzymały popularne w latach 90. headmoldy Superstar 1976 i Mackie 1991, natomiast Ken bazował na długowłosej wersji twarzy Alan 1990. Podstawą ciał stał się natomiast korpus Twist N Turn 1966, z dwoma wariantami rąk – albo PTS prostymi w łokciach (typu Shani), albo zgiętymi w łokciach pod kątem 90. stopni. Ken otrzymał męski odpowiednik ciała TNT, z rękoma zgiętymi w łokciach.
Zarówno pierwsza, jak i druga Scarlett w serii (obie wydane w roku 1994) otrzymały ręce zgięte w łokciach. Kolejne dwie – proste. Skąd te różnice? Podejrzewam, że są one niczym innym, jak tylko wynikiem popularyzacji w produkcji naturalniejszych w wyglądzie rąk typu Shani, jaka dokonała się właśnie w połowie lat 90.
Jak już wspomniałem, mimo iż First in series Scarlett jest moją ulubioną lalką w całej linii, nie mogę przeżyć nadużyć, jakich dokonali projektanci Mattela podczas interpretowania filmowego kostiumu. Odnoszę wrażenie, że poprzez te wszystkie złoto-zielone lamówki chcieli zrekompensować biednej Barbie-Scarlett całą tę sytuację z noszeniem sukni z zasłon. W oczy kłuje także satyna, zastosowana w spódnicy, kapelutku i wykończeniu kołnierza, zastępująca oryginalnie występujący jaśniejszy aksamit. Podejrzewam, że jest to podyktowane niczym innym, jak tylko oszczędnościami w produkcji. Najbardziej jednak irytuje mnie fakt, że na zdjęciach promocyjnych oparta na krynolinie spódnica jest taka rozłożysta i obszerna, podczas, gdy w rzeczywistości przypomina… no, na pewno nie tę ze zdjęcia!
Co ciekawe, na zdjęciach promocyjnych lalka posiada… kolczyki, których produkt końcowy został pozbawiony!
Ale są i plusy! Są i frendzle, spływające złotą kaskadą na ramię lalki. Są i kutasy przewiązane w pasie. Jest i kogucie pióro, wetknięte w kapelusz. Brakuje tylko pozłacanej kurzej łapki… Na szczęście w wersji Timeless Treasures zadbano także i o to!
Nie zgodzę się z tymi, którzy uważają, że po zdjęciu stroju, Scarlett staje się zwykłą Barbie! Co prawda wskazuje na to typowa twarz Barbie – Superstar 1976, ale te kocie zielone oczy, podkreślone rootowanymi rzęsami i ta uniesiona w wyższości brew… To musi być Scarlett!
Chcąc dopełnić wizerunek piękności z Południa, Mattel zadbał także o fryzury, które w jakimś stopniu wzorowane były na filmowych uczesaniach.
Second in series
Scarlett w aksamitnej czerwonej sukni, w której pojawiła się na urodzinach Ashley’a, dołączyła do mojej kolekcji jako pierwsza. W zasadzie była także jedną z pierwszych lalek (po Beyonce, Barbie ‚In-Line Skating’ i używanej Barbie & The Rockers), które skłoniły mnie do podjęcia decyzji o kolekcjonowaniu. Kiedy już doprowadziłem jej włosy do ładu i odświeżyłem suknię, mogłem bezczelnie napawać się bladością jej ciała (dotąd wszystkie lalki, które przewijały się przez moje ręce były opalone, zgodnie ze stylistyką lat 90.), szorstkością rootowanych rzęs i tą uniesioną brwią! Wówczas nie istniała dla mnie piękniejsza lalka!
Niestety, ponieważ lalkę kupiłem używaną, jest ona niekompletna. Brakuje jej satynowych rękawiczek, bransolety i wiszących elementów kolczyków. Mógłbym przyczepić się również do stanu tiulowego szala, w którym widocznych jest kilka pomniejszych dziur, ale za to suknia zachowana jest w stanie idealnym. To, co mnie najbardziej zaskoczyło w wykonaniu stroju, to tiulowa podszewka gorsetu, zapobiegająca bezpośredniemu kontaktowi metalu z ozdobnych nap z ciałem lalki.
Druga w serii Barbie-Scarlett jest jedyną, do której produkcji wykorzystano headmold Mackie 1991. Najwidoczniej zamkniętousta twarz wydała się producentom bardziej adekwatna do kostiumu i wiążących się z tym nawiązań do filmu, aniżeli wyszczerzony Superstar 1976. Według mnie decyzja ta wyszła lalce na plus.
Co ciekawe, poprzedni właściciel – chyba także kolekcjoner (albo miłośnik filmu!), zaingerował nieco w stan fabryczny lalki, domalowując jej prawdopodobnie bezbarwnym lakierem ślady łez pod dolną linią rzęs. Co prawda nie ujmuje to lalce uroku i, o dziwo, wcale mi nie przeszkadza, jednakże zastanawiam się, czemu? Przecież Scarlett wówczas nie płakała! Bała się opinii gości, bała się reakcji Rhetta, ale na pewno nie płakała…
Third in series
Trzecia w serii i trzecia w kolekcji. Przyleciała zza wielkiej wody, jako prezent od wujostwa ze Stanów Zjednoczonych. Zdjęcie ukazane na odwrocie pudełka rekompensuje brak profesjonalnego zdjęcia promocyjnego. Spójrzcie sami! Barbie-Scarlett siedząca na schodkach. Brakuje tylko cienia Dwunastu Dębów i wianuszka Kenów-adoratorów, zachwyconych urodą lalki…
Biała suknia z organzy, zdobiona zielonym floralnym motywem, w którą ubrana jest Barbie, wzorowana jest na kostiumie, w którym Vivien Leigh, jako Scarlett O’Hara pojawia się na barbecue u Wilkesów. Potwierdzają to kadry z filmu, kiedy Scarlett wyjawia swoje uczucia Ashley’owi w domowej bibliotece, po czym rozbijając o kominek porcelanowy bibelot, poznaje Rhetta i kiedy szykuje się na przyjęcie, kłócąc się z Mammy na temat stosowności wybranej sukni (bo przecież przed południem nie wypada pokazywać ramion!).
Tym razem wnętrze pudełka zdobi wiosenna grafika, przywodząca na myśl… No właśnie! Co?
Mattel umieścił w tym miejscu również kard (podejrzewam, że nieświadomie), będący niejako relacją z planu zdjęciowego. Na zdjęciu poniżej widzimy Scarlett, siedzącą na schodach Tary, wraz z jednym z bliźniaków Tarletone, będącym kadrem ze sceny otwierającej film. Ci, którzy film widzieli, powinni od razu zauważyć, że w wersji ostatecznej Scarlett po raz pierwszy pojawia się na ekranie w białej, falbaniastej sukni z czerwonym pasem i kameą przy szyi! Skąd więc całe to kostiumowe zamieszanie? Już wyjaśniam!
W książce, w scenie z Tarletone’ami, poprzedzającej piknik w posiadłości Ashley’a, Scarlett ma na sobie bliżej nieokreśloną suknię, która to strasznie przypadła do gustu bliźniakom. Co by im sprawić przyjemność, jak na prawdziwą kokietkę przystało, następnego dnia panna O’Hara postanawia założyć tę samą suknię na przyjęcie. Podczas realizacji ekranizacji, początkowo reżyser i scenarzysta upierali się, by postąpić zgodnie z pomysłem Margaret Mitchell. Ostatecznie jednak w senach początkowych wykorzystano inny kostium, a dowodem na całe to zamieszanie jest właśnie to zdjęcie…
Teraz także mogę wyjawić, że grafika zdobiąca wnętrze pudełka nie jest odwołaniem do scen pikniku w Dwunastu Dębach, a właśnie do scen otwierających film „Przeminęło z wiatrem”, kiedy to zdruzgotana nowiną o zaręczynach Ashley’a Scarlett biegnie przez wiosenne ogrody Tary na spotkanie ze swoim ojcem…
Third in series Scarlett postanowiła jako jedyna wyjść z pudełka, by odsłonić przed Wami kilka swoich tajemnic…
Pierwszą z nich są zielone kokardy, zdobiące misterną fryzurę. Nie wiedzieć czemu Mattel zamiast wpleść wstążki we włosy, postanowił bezceremonialnie wbić lalce w głowę dwie metalowe zszywki, na których to kokardy zostały zawiązane. Zastanawiam się, czy przypadkiem zabieg ten nie zaowocuje w przyszłości nieestetycznymi, zielonymi plamami na głowie Barbie?
Na przykładzie tej lalki chciałem także zaprezentować Wam sekret krynolin. Każda z lalek, oprócz Second in series, pod suknią skrywa usztywnianą halkę oraz, jak przystało na córkę bogatego plantatora – pantalony!
Wierzchnie halki oparte są na plastikowej obręczy, mocowanej na czterech taśmach. Dzięki nim, po wyjęciu z pudełka i prezentacji na stojaku spódnice lalek mogą osiągnąć prawidłowe rozmiary. Dodatkowo, w pudełku, front każdej ze spódnic wypchany jest bibułką, żeby w stanie NRFB suknie prezentowały się jeszcze lepiej.
A skoro jesteśmy już w obszarze nóg… First in series oraz Third in series otrzymały buty-baleriny (niestety zapomniałem je sfotografować), w adekwatnych do kostiumu odcieniach zieleni, natomiast dwie pozostałe wyposażono w klasyczne czarne szpilki z lat 90.
Fourth in series
Ostatnia i chyba najmniej lubiana przeze mnie wersja Barbie jako Scarlett O’Hary. Moja niechęć do niej wynika tylko i wyłącznie z… wyboru kostiumu, w jakim lalka jest zaprezentowana. W przeciwieństwie do poprzednich, niemalże kultowych sukni, ta nie wyróżnia się niczym ciekawym. Ba! Nawet na ekranie widać ją przez niespełna kilka minut!
Konkretnie jest to suknia, w której Scarlett O’Hara sprzecza się z mężem podczas miesiąca miodowego o to, czy ten powinien kupić Mammy czerwoną halkę z tafty, czy też nie…
Zdjęcie na odwrocie pudełka jest nawiązaniem do lustrzanego saloniku, w którym to Scarlett podziwia swoją nowo nabytą mufkę.
Grafika zdobiąca wnętrze pudełka także utrzymana jest w klimacie owego hotelowego pokoju.
Mimo niechęci do samego wykorzystania tego, a nie innego kostiumu, muszę przyznać, że jak na wczesnokolekcjonerską lalkę Mattel stanął na wysokości zadania! Jest i pseudo kowbojski kapelutek, jest i woalka, jest brosza i mufka, i haftowane (w tym przypadku pokryte czymś na kształt flocku) rękawy. Gdyby tylko nie te neonowo pomarańczowe kolczyki…
No i jest uniesiona brew!
Na zakończenie dzisiejszego wpisu, małe porównanie czterech Barbie wcielających się w rolę Scarlett O’Hary, wchodzących w skład serii The Hollywood Legends Collection (1994-1995).
PS. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile razy zabierałem się za ten wpis! W końcu się jednak udało! Czuję się trochę, jak Margaret Mitchell, która też nie od razu „Przeminęło z wiatrem” napisała… 😉


