Jak wiecie, nie jestem fanem dzisiejszych playline! Brak pomysłowości, monotonia headmoldów i facepaintów, wszechobecny brokat, tandetnie wykonane ubranka i złe gatunkowo włosy, które się plączą od samego patrzenia na nie (a także: brak ciała Twist N Turn 1966, headmoldu Superstar 1976 i całkowite odejście od estetyki lat 80. i 90.), przyprawia mnie o dreszcze! Choć ślinienie się do rzędów pudeł, stojących na sklepowych regałach, już dawno przestało sprawiać mi przyjemność, ostatnimi czasy Mattel postanowił sprawić niespodziankę nie tylko mi, ale także i reszcie kolekcjonerów, ceniących sobie jakość i ducha czasów świetności Barbie. Tak oto, po dziesięciu latach nieobecności, na rynek powróciła pierwsza i jedyna przyjaciółka Barbie „od serca” – Midge!
Zanim jednak o niej, króciutko o samej serii 😉
„Life in the Dreamhouse” – to jeden z najświeższych projektów filmowych Mattela. Utrzymany w konwencji reality show miniserial ukazuje widzom perypetie Barbie, jej młodszych sióstr oraz, bo jakże by inaczej (?) – grona jej oddanych przyjaciół. Przyznaję bez bicia, że nie znam na wylot wszystkich odcinków. Te, które miałem przyjemność oglądać, niestety żadnych wartości edukacyjnych za sobą nie niosły. Ot, krótka, łatwa i przyjemna dla oka produkcja, w której jedynym problemem jest padający deszcz, pękająca w szwach szafa czy brak brokatu.
Moją uwagę przykuł jednak fakt, że, w przeciwieństwie do wcześniejszych, pełnometrażowych filmów opowiadających o Barbie, gdzie nasza bohaterka wciela się w rolę człowieka, odgrywającego z kolei wszelkiego rodzaju księżniczki, wróżki i syreny, w serialu „Life in the Dreamhouse” Barbie jest… lalką! Lalką, która ma zaznaczone łączenia w podstawowych punktach artykulacji (podobnie, jak jej zwierzęcy przyjaciele!) i korzysta z przedmiotów w skali 1:1. Jakieś skojarzenia? Bo w mojej głowie siedzi tylko obraz roztańczonych lalek Barbie w urządzonym na sklepowym regale przyjęciu nad basenem w drugiej części kultowego „Toy Story”. Dla tych, którzy mają słabą pamięć, bądź też (o zgrozo!) nigdy nie widzieli przygód Chudego, Buzza i reszty zabawek Andy’ego, wspomniany przeze mnie fragment filmu:
Choć w serialu „Life in the Dreamhouse” grafika komputerowa jest na moje oko nieco tańsza, przez co mimika postaci momentami przypomina bardziej tę u bohaterów gry „The Sims”, aniżeli bohaterów kultowej trylogii, to widok postaci trzymającej ubranko w realistycznym opakowaniu w skali 1:1 czy sam dźwięk terkoczących stawów sprawia, że na chwilę cofam się w czasie, czując emocje podobne do tych, towarzyszących mi podczas oglądania „Toy Story” i scen, w których pojawiała się Barbie.
Miało być krótko… Wracajmy więc do bohaterki dzisiejszego wpisu 😉
Kiedy w sieci pojawiły się pierwsze oficjalne informacje traktujące o wznowieniu produkcji najlepszej przyjaciółki Barbie, a obrobione komputerowo zdjęcia promocyjne obiegły wszelkie lalkowe strony, postanowiłem, że nagnę swoje zasady i, jak tylko będzie to możliwe, dołączę ją o swojej kolekcji. A, z racji tego, że ostatnio stałem się bardzo wybredny i ciężko zdecydować mi się na jakiekolwiek lalkowe zakupy, Midge od wczoraj dumnie pręży swoją artykułowaną pierś na mojej półce…
To, nad czym najbardziej ubolewam, to brak zdjęć promocyjnych zdobiących pudełko, prezentujących inne lalki, wchodzące w skład serii ‚Life in the Dreamhouse’. Zamiast tego – wygenerowani komputerowo bohaterowie serialu i kilka filmowych kadrów…
Gwoli ścisłości, w serialu oprócz Barbie i jej chłopaka – Kena, zobaczyć możemy także Nikki (czemu nie Christie ze swoim headmoldem?), Teresę (czemu nie z headmoldem Teresa 1990?), Summer, Raquelle i oczywiście – Midge (wszyscy widoczni na odwrocie pudełka, zdjęcie poniżej). Serialowe perypetie obejmują także młodsze siostry Barbie – Skipper, Stacie i Chelsea’ę, trójkę jej plastikowych pupili – kotkę Belissę, psa Taffy i konia Tawny oraz brata bliźniaka Raquelle – Ryana.
Nie wiedzieć czemu, najstarsza siostra Barbie – Skipper z osiemnasto-dziewietnastoletniej Teen Skipper stała się na powrót szesnastolatką, w dodatku brunetką (!) z różowymi pasemkami (!), zaś najmłodsza z sióstr, znana niegdyś jako Shelly (USA)/Kelly (Europa), w serialu ochrzczona została imieniem Chelsea.
A skoro już jesteśmy w kręgu pytań, na które trudno znaleźć odpowiedź – nie rozumiem, czemu Mattel tak usilnie stara się wykreować Barbie na dziewiętnastolatkę, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę jej debiut w 1959 roku i ówczesny wizerunek dojrzałej kobiety?! Czyżby firma liczyła na to, że Barbie-nastolatka odciągnie swoich „rówieśników” od wszelkiego rodzaju komunikatorów czy nowinek technicznych i zachęci do tradycyjnej zabawy? Hm… Czasem ciężko zrozumieć mechanizmy kierujące zmianami zachodzącymi w świecie Barbie.
Znów odbiegam od tematu…
Serialowy debiut Midge miał miejsce w odcinku 28. – „A Smidge of Midge” (odcinek z polskim dubbingiem: „Przed państwem Midge”). W związku z pojawieniem się najlepszej przyjaciółki Barbie, która wizualnie przypomina pierwsze egzemplarze lalki, cały epizod utrzymany jest w konwencji sitcomu z lat 60., z charakterystycznym śmiechem publiczności. Na odwrocie pudełka znajduje się kadr, ukazujący scenę powitania dawno zapomnianej przyjaciółki (zdjęcie poniżej).
Co ciekawe, w momencie przybycia do Malibu, gdzie rozgrywa się akcja serialu (a nie w jakimś dziecięcym pokoju?!), Midge ma na sobie sukienkę Friday Night Date (#979), produkowaną w latach 1960-1964. Poniżej skan z katalogu, prezentujący pierwowzór owego stroju:
Zastanawia mnie tylko jedno – czemu Midge powróciła w serialu w formie vintage? Czyżby Mattel zapomniał o jej nieprzerwanej karierze na rynku w latach 90.? A co z jej dziećmi i mężem Allanem?
Pozostańmy jeszcze chwilę przy pudełku Midge i przyjrzyjmy się jego kształtowi… Ponieważ Mattel przyzwyczaił nas do standardowych, prostokątnych pudeł z szybką, niektórych dziwić mogą pudełka lalek serii ‚Life in the Dreamhouse’. Wypukła szybka, pełniąca zarazem znaczną część opakowania przywodzi mi na myśl pudełka, w które pakowano lalki w latach 70.!
I w końcu doszliśmy do samej lalki… 😉
Z kolekcjonerskiego punktu widzenia Midge ‚Life in the Dreamhouse’ jest modelem przełomowym! Nie dość, że najlepsza przyjaciółka Barbie powróciła na rynek po dziesięciu latach nieobecności, powróciła ona także z uwielbianą przez wszystkich twarzą Steffie 1971! Tym samym stała się trzecią Midge, dzierżącą ów headmold (po ‚Cool Times’ i ‚California Dream’ Midge z 1988 roku)!
Strój Midge jest dokładną repliką tego, w czym pojawiła się w serialu, zaraz po metamorfozie. Dodatkiem do lalki jest niebieska sukienka, utrzymana w klimacie vintage dziewczyny z sąsiedztwa.
Pod względem kształtu, także i biżuterię odwzorowano w 100%. Jedynym minusem jest brak niebieskiej farby, pokrywającej inkrustacje…
Odnoszę wrażenie, że tworząc twarz Midge ‚Life in the Dreamhouse’ firma zadbała o każdy szczegół tak, by tchnąć w dzisiejsze playline ducha dawnej świetności lalek sygnowanych logiem Mattel… Obym miał rację! 😉
Wystarczy spojrzeć w te wielkie niebieskie oczy, przyjrzeć się rozchylonym ustom, charakterystycznym łukowatym brwiom i drobnym piegom, by poczuć na nowo lata 90. A wprawiane rzęsy? Jedno zalotne mrugnięcie i jesteśmy w drugiej połowie lat 60.!
Muszę Was niestety zmartwić! Nie mogłem odebrać sobie tej przyjemności i nie zestawić ze sobą kluczowych w historii Mattela modeli Midge 😉
Od lewej strony: Vintage Straight Leg Midge (1963) – pierwsza i chyba najmniej urodziwa wersja; Midge ‚Cool Times’ (1988) – jedna z dwóch Midge wydanych w latach 80. z twarzą Steffie 1971; Midge ‚In-Line Skating’ (1996) – najbardziej znany wizerunek Midge, tworzony przez headmold Diva 1985; Midge ‚Life in the Dreamhouse’ (2012).
I tak oto firma Mattel rozpoczęła nowy rozdział w historii istnienia Midge – pierwszej i najlepszej przyjaciółki Barbie. Ciekawe, jak dalej potoczą się jej losy? Jak myślicie? Przypomni sobie o miłości do Allana? Wyjdzie ponownie za mąż? Urodzi kolejne dziecko? A może znów zniknie na kilka lat?
Obym tylko zdążył z kolejnym wpisem do tego czasu… 😉


