The Little Mermaid: ‚Let’s Swim!’ Ariel & ‚Splash Colour’ Eric (1997)

 

Wspominałem już, że uwielbiam Barbie. Zarówno te używane, co i w stanie NRFB, blondynki i brunetki, białe, czarne czy opalone na pomarańczowo, w neonowo różowych spódniczkach mini i w strojach z epoki, z burzą loków i ze skromnym ponytailem… Ale czy wspominałem kiedykolwiek, że uwielbiam także disney’owskie Barbie? Chyba nie…

Co prawda początków mojej przygody z filmami Disney’a nie pamiętam, znam za to wiele opowieści, powtarzanych zawsze podczas rodzinnych spotkań. Na pewno pierwszą obejrzaną przeze mnie animacją była „Mała Syrenka” (1989), którą oglądałem niemal non stop! Moim pierwszym słowem było słowo „ariel”, jednak rodzice do tej pory nie wiedzą czy chodziło mi o imię „Małej Syrenki”, czy może o nazwę proszku do prania?… Kiedy kaseta VHS odmówiła posłuszeństwa pojawiła się książka stworzona w oparciu o film. Ją ponoć też „katowałem”, a raczej „katowałem” Babcię podczas czterogodzinnej podróży do Olsztyna, by mi ją czytała. Według relacji rodziców znałem ją na pamięć, strona po stronie, do tego stopnia, by wiedzieć, że czytający przeoczył „przypadkowo” jakieś słowo… I były także one – lalki Arielki. Małe, czerwonowłose, z zielonymi ogonami i w sukienkach stworzonych w oparciu o filmowe kostiumy… Wszystkie poza moim zasięgiem, za to do oglądania w jakimś katalogu wysyłkowym z lat 90. i, co wiem już teraz – były to lalki firmy Tyco, a nie, jak podejrzewałem – firmy Mattel…

Te poznałem dopiero w momencie, gdy miałem już stały dostęp do Internetu i poważnie zaczynałem myśleć o kolekcjonowaniu lalek Barbie. Minęło kilka lat, w końcu założyłem bloga, opisywałem i kupowałem lalki na bieżąco, a o „Małej Syrence” zapomniałem… Widywałem ją czasem na rodzimym serwisie aukcyjnym, czy to samą, czy w towarzystwie innych, równie zmaltretowanych przez dzieci lalek, ale nigdy żadnej nie chciałem. Żadna nie spełniała trzech podstawowych warunków: po pierwsze – musiała to być lalka firmy Mattel (przyznam, że byłbym skłonny nabyć lalkę od Tyco, tak z sentymentu, ale o „Małej Syrence” Simby nie ma nawet mowy!), po drugie – musiała mieć oryginalnie zachowaną fryzurę i po trzecie – posiadać syreni ogon. Aż w końcu kilka miesięcy temu trafiła się taka, która owe warunki spełniała!

‚The Little Mermaid: Let’s Swim!’ Ariel Barbie z roku 1997, jest jedną z wielu lalek wzorowanych na postaci „Małej Syrenki” i zalicza się raczej do grupy tych modeli, podczas tworzenia których w firmie Mattel popuszczono wodzę fantazji, zapominając o filmowym pierwowzorze. Nie dziwi więc fantazyjny strój, dalece odbiegający od ikonicznego zielonego ogona z półprzezroczystą płetwą oraz fioletowych muszli pełniących funkcję topu, w których to w dzieciństwie widywałem Arielkę na ekranie telewizora. W zamian Mattel oferuje seledynowo-żółty strój (gdzie żółte elementy dodatkowo zdobione są kolorowymi ciapkami o tematyce morskiej) oraz dziecko z dziwną fryzurą i równie dziwną różową woalką…

 (google.com)

 

Na szczęście moja ‚Let’s Swim!’ Ariel przybyła do mnie bez syreno-dzieciątka oraz w niefirmowym ogonie (prawdopodobnie Simba), wykonanym z opalizującej tkaniny oraz przezroczystego winylu, zdobionego brokatem, który podoba mi się o wiele bardzie, niż oryginalny strój…

Podobnie, jak w przypadku innych disney’owskich księżniczek, także Ariel otrzymała swój własny headmold, sygnowany na karku © Disney, z którego korzystano przez całe lata 90. podczas tworzenia „Małej Syrenki”, a także – jej sióstr i przyjaciółek!

Podstawowym elementem odróżniającym od siebie „Małe Syrenki” są oczy – jedne lalki (w tym także moja ‚Let’s Swim!’) patrzą one na wprost, inne natomiast patrzą w górę, co według mnie dodaje postaci uroku, czyniąc ją nieco bardziej roześmianą oraz zwariowaną, ale także nieco niewinną i zalotną w tym samym czasie.

Elementem charakterystycznym dla ‚Let’s Swim!’ Ariel są… włosy! Ponieważ najprawdopodobniej dodatek w postaci syreno-dziecka oraz nowy strój nie uczynił z tej lalki gotowego patentu, model wzbogacono o jeszcze jeden dobrze znany w latach 90. (żeby nie powiedzieć oklepany!) „gadget” – termoczułe włosy, zmieniające swój kolor pod wpływem ciepła… 

Co ciekawe, na zdjęciu promocyjnym zamieszczonym z tyłu pudełka doskonale widać u Ariel trójkolorowy warkoczyk (żółto-pomarańczowo-czerwony), prezentujący efekty „po” ogrzaniu. W rzeczywistości jednak lalka ma jedno pasemko, które reagując na zmianę temperatury blednie do żółci (podczas obróbki parowej włosów zrobiło się niemal białe!). Gdzie podziało się drugie – pomarańczowe pasemko?

Jako najmłodsza córka króla Trytona, ‚Let’s Swim!’ Ariel, tak jak i jej pozostałe wcielenia, wydane w latach 90. z logiem Mattel, otrzymała ciało Teen Skipper, sygnowane datą 1995

Jedyną „Małą Syrenką” wydaną nie na ciele Teen Skipper była ‚Swimming Ariel’ Barbie (1997), wyposażona w niezdejmowany ogon z wbudowanym mechanizmem, dzięki któremu, włożona do wody, lalka sama pływała. W tym przypadku firma wykorzystała korpus TNT 1996 z rękoma PTR.

Na koniec – małe porównanie ciał Teen Skipper 1995 (Skipper ‚Cool Sitter’ 1998) w wersji z artykułowanymi rękoma o dłoniach baletnicy oraz tzw. rękoma typu Shani, pochodzącymi od ciała Twist N Turn 1966 (‚Barbie at Bloomingdale’s’ 1996).

Tyle o Ariel…

Ale do końca jeszcze daleko! 😉

Tak, jak Arielka jest moją ulubioną disney’owską księżniczką, tak wybranek jej serca – Książę Eryk, jest moim ulubionym disney’owskim amantem! Więc kiedy w końcu nabyłem czerwonowłosą syrenę, postanowiłem nabyć i wyszczerzonego bruneta o sarnich oczach. A, że los czasem bywa przychylny, na wspomnianym już portalu aukcyjnym pojawił się ‚Tropical Splash’ Eric!

Seria ‚Tropical Splash’ jest najliczniejszą, bo aż pięcioosobową (a może jednoosobową i czterosyrenią?!) linią spośród wszystkich wydanych na licencji filmu „Mała Syrenka”. W jej skład wchodzi oczywiście Arielka, Eryk, dwie siostry głównej bohaterki: Arista i Attina oraz ich afro amerykańska przyjaciółka – Kayla. 

Biorąc pod uwagę nazwę – ‚Tropical Splash’, ilość postaci wchodzących w skład serii oraz temat przewodni, jakim są morskie głębiny oraz plaża można wnioskować, że firma Mattel chciała stworzyć coś na miarę funkcjonujących poza disney’owskim światem Barbie tzw. „plażówek”, czyli bazowych, wydawanych w wąskich pudełkach, ubranych wyłącznie w stroje kąpielowe i niewyposażonych w nadprogramowe akcesoria lalek, będących niemalże żyłą złota dla firmy, ze względu na stosunkowo niską cenę.

Brakowało wyłącznie wspólnego elementu łączącego lalki, a zarazem magicznego triku, który podniósłby atrakcyjność produktu! A co sprawdza się lepiej w „plażówkach”, niż termoaktywne tworzywa? Nic! No, chyba, że opalizujący materiał z którego można wykonać „hawajskie” naszyjniki…

Tak oto powstała seria, w której syrenie ogony, naszyjniki oraz spodenki Eryka zmieniają kolor pod wpływem ciepła, w której wszystkie lalki-kobiety nie mają nóg, a plastikowe ogony, nierozerwalnie połączone z klatką piersiową, a ich twarze oparte są o headmold Arielki…

(google.com)

Ze względu na wykorzystanie termoczułości, zarówno u ‚Let’s Swim!’, jak i u ‚Tropical Splash’, serie te stały się kompatybilne na tyle, by na pudełku opisywanej, jako pierwszej Arielki pojawiła się właśnie seria, z której pochodzi Książę Eryk…

Właśnie! Książę Eryk… Zupełnie zapomniałem!

Jak widzicie, przybył on do mnie w oryginalnym stroju, a, z racji, że pochodzi z serii plażowej, jest tym samym kompletny (nie licząc Florka!)…

Podobnie, jak w przypadku wybranki swojego serca, Eryk także otrzymał indywidualny headmold, niesygnowany na karku. Minusem można nazwać brak wrootowanych włosów, jednakże, choćby i były utrwalone lakierem „na amen”, nie zachowałyby się do dziś w tak idealnym stanie, co te wmoldowane…

Ciało natomiast to męski odpowiednik ciała Twist N Turn 1966, sygnowany datą 1968, który wszedł do użycia w roku 1977, wraz z pojawieniem się na rynku Kena ‚Superstar’.

Poniżej zdjęcia porównawcze, prezentujące termoaktywne elementy stroju księcia „przed” i „po” ogrzaniu:

Kończąc dzisiejszy dosyć obszerny wpis, kilka zdjęć Małej Syrenki oraz Księcia Eryka, moich ulubionych disney’owskich postaci… 

A! Zapomniałbym! Jakiś czas temu trafiła do mnie również jedna z nowszych wersji „Małej Syrenki”, wydana w roku 2011 na licencji Disney’a i, oczywiście, z logiem Mattel. Przyznam, że choć podobają mi się patrzące w górę oczy nowszej Arielki, tak do tej z lat 90. się ona nie umywa!