Barbie Australian z serii ‚Dolls of the World’ (1992)

 

Przez długi czas German Barbie była jedyną lalką w mojej kolekcji, pochodzącą z serii ‚Dolls of the World’ (w skrócie: DOTW). Niedawno, w zakupowym szale, nabyłem kolejną – tym razem Australijkę! Nie była ona żadnym marzeniem, a jedynie kolejnym okazem, który kosztował grosze i nikt, poza mną oczywiście, jej nie chciał…

Seria ‚Dolls of the World’ zadebiutowała w roku 1980 pod nazwą ‚International series’. Jej celem było ukazanie Barbie w nowym świetle – nie tylko jako obywatelki Stanów Zjednoczonych, ale przede wszystkim jako lalki świata, która łączyła swą osobą odległe kraje i kultury – od Brazylii, przez Grenlandię i Irlandię, aż po Australię i Oceanię… Lalce dawano więc różne headmoldy i barwiono plastik na różne kolory, otrzymując dzięki temu różne typy karnacji oraz ubierano ją w specjalne stroje, by w pełni oddawała charakter ukazywanego regionu świata…

‚Australian Barbie’ została wypuszczona na rynek w roku 1992, jako tzw. Special Edition. Moją nabyłem wraz z oryginalnym pudełkiem…

 

Z tyłu pudełka znajduje się krótki tekst przedstawiający specyfikę Australii oraz obrazki ukazujące charakterystyczne elementy tego zakątka świata: (od góry) wzniesienie Uluru (zwane inaczej Ayers Rock), misia koalę i kangura…

Jak informuje napis u góry pudełka – Barbie ubrana jest specjalnie z myślą o przygodach, jakie czekają ją w australijskim buszu / na słabo zaludnionych terenach Australii (w zależności od tłumaczenia słowa outback). Może dlatego model ten bardziej kojarzy mi się z australijską turystką, niż tamtejszym lalkowym tubylcem?! Zwłaszcza, że Barbie otrzymała dobrze wszystkim znany headmold Superstar 1976

Niemiłym zaskoczeniem były usta lalki – w (jej) lewym kąciku ust nałożono zbyt dużo farby, przez co Barbie wygląda niczym Joker z Batmana…

Barbie ubrana jest w kwiecistą koszulę z krótkim rękawem, dżinsopodobny (oczywiście to tylko bawełna z dżinsopodobnym nadrukiem!) komplet – spódnicę i kamizelkę oraz dodatki:

… złotą biżuterię (kolczyki i pierścionek), z „diamentowym” szlifem (bo przecież pięknie trzeba wyglądać nawet w buszu!) oraz czerwoną apaszkę, chroniącą szyję przed palącym słońcem…

… a la kowbojskie kozaczki (nawiasem mówiąc podobają mi się najbardziej z całego tego zestawu!), które są dziwne, bo nie da się włożyć stopy do końca i w efekcie: a) buty spadają! b) lalka jest wyższa i zwykły, przezroczysty stojak jest dla niej za niski…

… i kapelusz (oryginalnie przymocowany do głowy), wykonany z imitacji zamszu, który mnie nieco rozczarował – spodziewałem się pięknie tłoczonego/odlanego plastikowego kapelusza, pokrytego flokiem, a tu zwykły, wiotki kawałek tkaniny, który na dodatek nie trzyma fasonu…

I ostatnie zdjęcie, po którym Barbie powróciła do pudełka, gdzie pozostanie przez kolejnych kilkadziesiąt lat…

A tu ‚Australian Barbie’ na oficjalnym zdjęciu Mattela – w tle amfiteatr w Sydney.

(google.com)